Blog > Komentarze do wpisu

Nie lubię festynów.

No nie lubię.

Hałas, discopolowa muzyka, zgiełk, kolejki, przepychanka.

Dziś mieliśmy szkolno-przedszkolny festyn. I był to pierwszy festyn, który mi się spodobał!

Kłaniam się w pas organizatorom, bo odwalili kawał dobrej roboty. Nawet wczesna godzina (10.00) okazała się być zaletą, bo jeszcze udało się nam złapać ostatki słońca.

Atrakcje jak na zadupie miasta były zaskakujące!

Trzy dmuchane zamki (wcale nie takie drogie),  trampoliny z konstrukcją do której przyczepiało się dziecko, zabawy ruchowe z przeszkodami na boisku, mecz unihokeja dzieci vs rodzice, pokazy kickboxingu, rowery, znakowanie rowerów, malowanie twarzy, rysowanie, tańce, zumba, gigantyczne bańki, domowe lody, ciuchcia napędzana małym traktorkiem jeżdżąca po osiedlu (ale młody miał frajdę! Ba! ja też!), jeździki dla dzieci na wyznaczonym placu, ogromny wóz straży pożarnej, który można było zwiedzać i macać od lewej do prawej, w klasach badania specjalistycznym sprzętem (cholesterol, cukier, wady postawy, logopeda, ważenie, sprawdzanie tłuszczu, ciśnienia itd.), dwa ogromne szwedzkie stoły jedzenia (zupy, kremy, serki, owoce, warzywa, wyciskane soki, mleko, ciasta,  chlebki, kanapki z uzbieranymi warzywami z ogródków pobliskich ludzi), a nawet srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w Rio i mega mistrzyni wielu kategorii w kajakarstwie Marta Walczykiewicz z rodzicami i stosem zdjęć do podpisania i rozdania! NO MEGA! I oczywiście, że udało się zdobyć autograf! ("patrz Biśka, to ta pani, którą oglądałaś jak ścigała się w kajakach w telewizji!").

autograf

Wyobrażacie sobie, że im się chciało przyjechać w wolną sobotę, przygotować to wszystko, ustawić, dograć, załatwić i jeszcze się uśmiechać?! Mistrzostwo!

Kręciliśmy się aż 3 godziny!

Młody po powrocie po prostu padł na pysk i buczał (wył jak obdzierany ze skóry i opętany przez szatana) dobre 45 minut z niezdecydowania czy chce spać, czy jeszcze dogorywać. Tego pana impreza przerosła ;)

Dlatego istnieje duża szansa, że polubię festyny jak utrzymają tak wysoki poziom, bo nie spodziewaliśmy się takiego rozmachu. Przypuszczam, że nikt się nie spodziewał, bo ludzie nie dopisali. Olali. No trudno.

Ale perełki się trafiły ;) Stałam przy ogórkach próbując dzieciom wepchnąć przekąskę, gdy podeszły dwie na oko 8 -latki. Wybierały owoce.
- Ty patrz! Borówki!
- Ojej, a one rosną w kiściach? Na gałązce?
- Są malutkie i ciemne, to muszą być borówki 
- Śmieszne, smakują trochę jak winogrono..
- Może to są winoborówki? (one tak całkiem serio...) Dobra, lecimy dalej.

To było winogrono... Tylko że nie sklepowe, tylko zwykłe, ogródkowe, małe, słodkie, zdrowe, bezpestycydowe, ciemne winogrono. Ciekawe czy wiedzą skąd się bierze mleko... ;)

sobota, 17 września 2016, zmeczonasaska
Tagi: festyn

Polecane wpisy

Komentarze
2016/09/17 21:54:46
Kochana, zawitajcie do nas, u nas takie imprezy na codzień, nie wyrobiłabyś z Młodym ;)
-
2016/09/17 21:56:06
Nie wiem, czemu powyżej wyrzuciło mi jakiś dziwny nick...
-
2016/09/26 14:57:02
Super, że podobał się Pani festyn :) Jak widać nie każdy festyn jest taki zły, chociaż ja również za nimi nie przepadam ;)
-
2016/09/30 13:08:13
Haha, na codzień to nie na moją głowę :P ale ktoś tam u Was musi nieźle cisnąć z organizacją! Tylko pozazdrościć powera! :)
Zmęczona Mama

Wypromuj również swoją stronę Daisypath Happy Birthday tickers