RSS
środa, 10 grudnia 2014

Wszystkie Mamusie (i Tatusiowie też ;) ) znają tzw. badanie bioderek. Nic takiego – dziecko rozebrać od pasa w dół, położyć, lekarz obraca, pik pik, (zazwyczaj) „wszystko w porządku” i tyle. Czasem jeszcze kontrola.

Jak miliony kobiet w kraju, i ja zadzwoniłam do przychodni kilka dni po porodzie, aby umówić termin badania. Oziębła pani poinformowała mnie, że mają długie kolejki i trzeba czekać ponad 2 miesiące. Dziecko urodzone w połowie lipca, badanie ma mieć w październiku. Hmmm… USG powinno być wykonane w 5-6 tygodniu życia. Hmmm… No dobrze, poczekamy. Wszyscy czekają, bo w okolicy zamknęli 3 punkty badań, to i my będziemy cierpliwi. Dziękuję, do zobaczenia o 17:15 8-go października.

Nadszedł długo wyczekiwany dzień. Zawinęliśmy dwójkę dzieci, gdyż 4-latka jeszcze nie może zostać sama w domu i pojechaliśmy. Wytargaliśmy się z auta, znaleźliśmy przychodnię, doszliśmy do korytarza prowadzącego do gabinetu i stop. Ludzie. Dużo ludzi. Przejścia nie ma.

Ja – Przepraszam, Państwo na bioderka?
Ktoś – Tak.
J – Wszyscy??
K – Tak.
J – A szybko to idzie?
K – Średnio, ok. 20 min na osobę.

1, 2, 3, 4…. 15 osób przed nami. Hahahaha. Dobre 2-3 h z dwójką dzieci. 4-latka stęka po 15 minutach, dzidziuś po pół godziny. Nakarmię go chyba na suficie. Poszłam do rejestracji. Tam 7 osób. Starsze panie dzielnie stały w kolejce i pytały o największe pierdoły świata. Kapitulacja. Wróciłam po Ojca i najmłodszego. Mąż jeszcze zapytał w rejestracji jak to się dzieje, że byliśmy umówieni na daną godzinę, a mamy czekać ponad dwie. Okazało się, że „pan doktor widocznie przyjął kilku pacjentów z pilnym skierowaniem poza kolejką”. Pojechaliśmy do domu.

Nasza lekarka się nawet nie złościła, że olaliśmy chory system. Ale doradza mimo wszystko iść. Tym razem wybiorę opcję "prywatnie", mimo że należy nam się publicznie jak psu kiełbasa... Sprawa była już nagłaśniana w mediach. NFZ nie widzi w naszym regionie żadnych problemów. Taki mamy kraj.



15:39, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014

Uwielbiam to uczucie, gdy się staram, a ktoś włazi mi na łeb. No. Się wyżalić muszę.

Ale do rzeczy...

Jak zwykle przed Świętami akcja prezenty. Teściowie dostają na głowę.
Przyszli do mnie i zapytali co kupić dzieciom na Święta. Zaproponowałam kilka rzeczy i dodałam, że my kupimy od siebie zamykany domek Playmobil dla Gabrysi i ciuszki i grzechotki dla Aleksa (mały aktualnie to przerabia). Dziadkom oczy się zaświeciły z zazdrości i zaproponowali, aby domek był od nich, a my coś innego wymyślimy. Walczyłam z tą myślą dobę, bo ten genialny pomysł był przecież mój. Mąż mnie ułaskawił i ulegliśmy. Poświęciłam sporo czasu, aby znaleźć najtańszy sklep, darmową przesyłkę, pokazałam im zdjęcia, filmik i różne pozytywne opinie o prezencie i zamówiłam, bo państwu się wszystko podobało. Domek dojechał i został przetransportowany do teściów. Na drugi dzień odbieram telefon od teściowej:

Teściowa - Wiesz, myślę, że ten domek nie będzie się podobał Gabrysi.
Ja - Dlaczego? Ja myślę, że będzie się podobał...
T - Ale nie jest za słaby? Nie ma światełka, ani basenu.
J - (!!!) Eee ma wannę. Starczy.
T - Ale tak mało ma tych bajerów.
J - Taki ze światełkiem i basenem kosztuje 300 zł.
T - To trzeba było kupić taki za 300!
J - (zagotowana max) I tak uważam, że domek jest świetny, ma dużo detali i jest dobrze wykonany. Będzie się podobał. I ostatni raz kupuję prezenty za wszystkich.

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dawno, no dawno dawno dawno tak się nie zagotowałam!

Ochłonęłam, wyżaliłam się mężowi i namówiłam go, żeby zadzwonił do teściowej i oświadczył, że jak im kołek w dupie przeszkadza, to my weźmiemy domek i damy go od siebie, bo pomysł był nasz. A oni skoro wybrzydzają, to niech wezmą małą do sklepu i niech impulsywnie pokaże im pierwszą lepszą zabawkę z reklamy za 300 zł i niech ją kupią i się nią nażrą obdarują nią wnuczkę. Że nie wypada kogoś fatygować, a później na obradach sejmu krytykować. Ktoś poświęcił swój czas, wszystko załatwił, wypada podziękować, a nie jak zwykle mieć problem.
Oczywiście teściowa obróciła kota ogonem, wybieliła się, że "tylko się zapytała, czy aby na pewno prezent się spodoba" (taaa, jasne...) i że "nie ma problemu, oni dadzą ten domek, jak nam zależy" oraz, że "księżniczki się o nic nie można zapytać" i "ojej, to aż taki problem kupić domek". To rusz dupę i idź kupić coś sensownego, a nie wiecznie chiński szajs na 5 minut! Wstrętna pinda pańcia NO!!!

Nerwobóle mnie trzymały bite dwa dni. Dwa razy próbowałam zamknąć oczy i cofnąć czas, aby z uśmiechem na twarzy im odmówić oddania prezentu. Obiłam wszystkie ściany głową, że już nigdy, NIGDY nie dam się namówić na bycie dobrą i łaskawą. Takie kur** chamstwo. Oczywiście otoczenie mnie namówiło, że mam odpuścić, choć całym sercem chciałam jechać i wydrzeć im prezent z rąk. Bo daję sobie wszystkie kończyny poobcinać, że będzie to istny hit i Biśka będzie to maglować okrągły rok. To by im w pięty weszło. Ale dobra, jak to frajer, odpuszczam. Nie odzywam się (przynajmniej mam spokój). Dzieciowi powiem, że to MAMA zadzwoniła do Gwiazdora i nagrała domek. A on pomylił adresy i podrzucił go do babci hrhrhrhrhrhr.

Ostrzeżenie - normalnie nie jestem taka walnięta na punkcie prezentów. Nie przebijam się nimi, nie chcę za wszelką cenę dać od siebie czegoś NAJ. Chyba, że ktoś mnie sprowokuje do bójki... ;)

Tak na marginesie jeszcze cytat: "A Aleksowi, to nie wiem co damy, bo wiesz, my go traktujemy tak po macoszemu, on jeszcze nie gada i nic nie można z nim zrobić hihi".

A później się dziwią, że ich nie chcę zaprosić na Wigilię (i tego nie zrobię).

Tagi: teściowie
17:31, zmeczonasaska
Link Komentarze (7) »
piątek, 26 września 2014

Coś nie po drodze mi na bloga. No trafić nie mogę. Na dodatek córa zalała mi lapa kakaem (!!! nie wyzywałam, płakałam w ukryciu) i już 3 tygodnie czekam na nową płytę główną. chlip :( a na stacjonarnym się pisać nie da, gdyż spacja zastygła, a ja oduczyłam się walić w klawiaturę dobre 7 lat temu. To nie na moje nerwy. Także tego w skrócie - urodziłam. Jestem pełna podziwu, że dobrowolnie zdecydowałam się na drugi poród. Głupia zapomniałam jak to boli. Powinnam już w 8 miesiącu wołać o silne znieczulenie. Aktualnie z dzieciem młodszym się całkiem nieźle rozumiemy. Ze starszym akcja "zazdrość" myślę, że opanowana i świat już wrócił do normalności. A dni mijają pędem. Wymierzam sobie chłostę 100 batów i bardzo cichutko obiecuję, że będę tu częściej pisać (ale czytam blogi regularnie).

I zdjęcie dam, choć zdjęć nie zwykłam publikować ;)

Tydzień po narodzinach:

a

Jakoś ostatnio:

aleks


Śmieszek-chichek Aleks. Smoczysko wielkie. Nie wiem co podjada z lodówki w nocy (bo prawie już podwoił swoją wagę), ale chłopak chyba nie wie, że działa na swoją niekorzyść, gdyż - po pierwsze - coraz mniej ludzi ma siłę go nosić. Nad czym nie ubolewam, przynajmniej nie będzie zbyt rozlelkany. Po drugie - mama go pewnego dnia nadgryzie. Albo zje całego. O!

12:01, zmeczonasaska
Link Komentarze (10) »
środa, 02 lipca 2014

Mamy dwa koty ze schroniska (polecam z całego serca takich przyjaciół).
Koty są niesamowicie łowne, więc średnio co drugi dzień przynoszą głównie myszy. Dlatego Gabrysia jest oswojona z takim widokiem, a wręcz za każdym razem się ze mną wykłóca i koniecznie owe zdobycze chce kolekcjonować (muszę je ukradkiem sprzątać).
Koty mojej mamy też od czasu do czasu dla rozrywki coś przynoszą.
Pewnego dnia kot babci przyniósł dużą, tłustą mysz. Biśka bawiła się na dworze wodą, kot myszką.

W pewnej chwili mała wpada do kuchni uradowana:
- Mamo! Już wiem jak wygląda mysz od środka!
- A to dlaczego?
- Megi zjadła skórę i środek leży na dworze! Choć Ci pokażę!

Faktycznie. Zostały same wnętrzności. Korzystając z okazji wyjaśniłam dziecku co jest co i mała już wie jak na żywo wyglądają bebechy ssaka. Na szczęście zgodziła się to wyrzucić zanim wpadła na pomysł aby pogrzebać tam patykiem.

Swoją drogą zaobserwowałam, że ulubionymi komputerowymi gierkami Biśki są wszelkie operacje uszu, mózgów i inne czynności lekarskie. Dziewczyna się oswaja ;)

Tagi: dziecko
13:16, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »

Dzwoni teściowa, czy przywieziemy córę do nich na trochę, bo ”dziadek chce się rozdziesiątać, dawno nie widział wnuczki”. Z kolei do nas nie przyjadą, bo dziadek nie ma czasu (?!?).
(na szczęście) Mała ma drzemkę, więc siłą rzeczy nie pojedzie. Mąż miał jednak coś do odebrania od teściów, pojechał sam. Na początek spotyka teścia koszącego trawę. Teść pyta męża dlaczego nie zabrał Biśki, ten tłumaczy. Po chwili mąż orientuje się, że dziadek jest trafiony. Podnosi mu się ciśnienie i pyta po co teść chciał wnuczkę, skoro nie jest trzeźwy?

- Ja po piwie ( czy na pewno jednym?) jestem bardziej kumaty niż bez.

 

PS. A wspominałam kiedyś o tym, że pewnego razu teść przyjechał samochodem po Biśkę (o 11 przed południem) po "jednym piwie"??

Tagi: teść
11:02, zmeczonasaska
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014

Przyszli wczoraj teście na Dzień Dziecka. Dali prezent, swoja drogą, który im poleciłam i kupiłam (z którego oni nie byli zadowoleni, a dziecko piało z zachwytu) i teściowa zaczyna:

- A ostatnio gadałam z Waszym sąsiadem. Mówi do mnie, że mój synuś to obrotny i pracowity, bo tak na ogrodzie kopie, a że mojej synowej to wcale nie widzi. Może ze trzy razy ją na oczy widział. To mu wytłumaczyłam, że moja synowa, to miastowa jest i się ludziom nie pokazuje. W domu cały dzień komputera pilnuje.

Język mi się w tyłku zaciął.

Szkoda, że na zwolnienie poszłam w ósmy miesiącu ciąży, że w dzielnicy stawia im się jedyny wielki market spod mojej ręki nie licząc innych projektów na dwa etaty, że dzieć czysty, zadbany, dom ogarnięty, a synuś po zejściu z pola ma ciepły obiad i czyste ubrania. Dobrze, że jej córeczka gdy wraca z wielkiego miasta ma podsunięty przez nią obiad pod laptopa, wyprane gacie z całego tygodnia i walizę wyprawki na kolejny tydzień.

Kurtyna.

Tagi: TEŚCIOWA
12:50, zmeczonasaska
Link Komentarze (3) »
piątek, 09 maja 2014

Gabrysia - Jutro wychodzę za mąż.
Mama - Taaak? A za kogo?
G - No, za jakiegoś tatusia. Jeszcze nie wiem.
M - A, rozumiem.
G - Ale muszę uważać, wychodzenie za mąż jest niebezpieczne!
M - A dlaczego niebezpieczne?
G - Bo trzeba wybrać dobrego tatusia, który będzie mi pomagał i za mnie sprzątał.
M - To fakt, wychodzenie za mąż jest niebezpieczne.
G - Mamusiu, wyjdziesz ze mną za mąż?

Tagi: dziecko
08:15, zmeczonasaska
Link Komentarze (1) »
środa, 07 maja 2014

Proszę mnie nie kamienować. Nie pisać, że inne by chciały a nie mogą. Ot swoje zdanie mam.

No nie lubię być w ciąży i już.

Uważam, że bajki o bocianach, albo dzieciach w kapuście wymyśliły kobiety, które wolałyby takie rozwiązanie. Bo dzieci (to obecne i w drodze) kocham.

Po prostu nie należę do grupy pań, które uduchowione suną na chmurce głaszcząc z błogością brzuch.

Przecież z arbuzem z przodu nie mogę zrobić nic konkretnego. Ani się schylić, ani podziabać w ogrodzie, ani okien umyć, ani z werwą poodkurzać, umyć podłogi. Stanie nad garami dłużej niż godzinę mnie wykańcza. Zabawa z córą ogranicza się do siedzenia. Nie mogę wysiedzieć kilka godzin nad projektem. Jestem totalnie bezużyteczna. A świat nadal oczekuje ode mnie 100%.
A mnie zwyczajnie boli. No boli mnie ten brzuch już o 10 rano i tak już do końca dnia.

Budzę się rano, głowa jest bombardowana pełną listą "do zrobienia", jem śniadanie, ogarniam dziecia i stop. I siadam bo już ledwo dycham. A tu do pracy trzeba jechać, pranie zrobić, obiad, porysować na drugi etat - totalne minimum - a nie idzie. Boli. Mąż przejmuje wszystko na głowę, a ja jadę do pracy, wracam i się kładę, bo nawet siedzenie sprawia ból. Ruszam się jak mamut. A niebawem zacznę wydawać charakterystyczne przy cofaniu ciężarówek 'tit tit tit'. Na dodatek wszystkim wkoło się zdaje, że udaję. Pierwsza ciąża przeszła mi lekko, ta jest inna. Dużo gorsza. Wszyscy są przyzwyczajeni do stalowej mnie (nawet ja sama). Na dodatek, aby nikogo nie rozczarować, zwyczajnie boję się powiedzieć, że nie daję rady, więc kulam się na siłę i coś nieudolnie popycham do przodu pojękując pod nosem. Jakie to jest chore. A na przyjęcie maluszka nie mam jeszcze nic ogarnięte. Nic.

Nic tylko usiąść i beczeć.

Dlatego nie lubię być w ciąży. A tu jeszcze ponad 2 miesiące.

Tagi: ciąża
16:20, zmeczonasaska
Link Komentarze (10) »
piątek, 28 lutego 2014

Mała panna odczuwa coraz większą potrzebę prywatności.

Coraz częściej zamyka się sama w pokoju\łazience i zaznacza, że nikt ma nie wchodzić, po czym znika w otchłani pomieszczenia.

W pokoju mała wtedy przebiera się w ukradkiem wyciągnięte sukienki, rajstopki, bluzki mamy, korale, spinki, albo tworzy dzieło niespodziankę na tablicy, albo - co najgorsze - bybla z piciem i jedzeniem tworząc magiczne mikstury.
W łazience najczęściej myje podłogę lub sedes niesmaczną (każda jest niesmaczna) pastą do zębów, kąpie zabawki, smaruje się kremem, wyciąga pranie na podłogę i robi w nim legowisko dla kotów i lalek.

Rodzice po długiej ciszy zazwyczaj nie mogą pohamować ciekawości i zaglądają do samotni z przerażeniem, aby zatrzymać powstający armageddon.

Biśka pewnego ranka się zirytowała głuchotą rodziców na swoje prośby i wyrysowała jasny znak na drzwiach "RODZICE NIE WCHODZĄ!"

NIE WCHODZIĆ

Objaśnienie:
- Rodzice są przekreśleni, a nie ukrzyżowani ;)
- Na dole znalazła się Gabrysia, która mimo wszystko ma pozwolenie na wejście do pokoju. Po prostu nie mogło jej zabraknąć, jak rodzina, to rodzina w komplecie
- Wszyscy tańczą kółko graniaste. Zazwyczaj tak roztańczeni jesteśmy rysowani.

Na szczęście na szybcika powstał też znak "WSZYSCY MOGĄ WEJŚĆ". I wisi częściej ;)

MOZNA WEJSC

Tagi: dziekco
09:44, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »
piątek, 14 lutego 2014

Toniemy. Śmieci wychodzą już bokami. Nie ogarniam tego.
I co najciekawsze - to nie my je produkujemy.

Gówniane chińskie-plastikowe-pseudozabawki-pięciominutówki.
Mamy ich tony. Dobra, nie przesadzając dobre 3 wory.
Winna zagracania naszego domu jest teściowa. No na łeb dostanę. ZA KAŻDYM razem jak się pojawi (zdarzało się codziennie) przynosi jakieś badziewia dla młodej. Tak, świadomie napisałam w liczbie mnogiej, bo badziewi jest minimum 3. Przykładowy zestaw: chiński kucyk, zestaw jednorazowych gumek do włosów z gazetki, naklejki (dawno już nieaktualne hobby małej). Zazwyczaj są to właśnie małe gówienka z gazet, które w telewizji kuszą dziecko, w realu są tandetne, rozpadają się przy najbliżej okazji, są bezużyteczne i goszczą w ręku dziecka minimum 2 razy - kiedy to dostaje i kiedy pokazuje rodzicom. Następnie gówienko spada na ziemię, kula się 3 dni z kąta z kąt, do czasu aż matka go nie podniesie i nie wrzuci do kosza\kartona z innymi gównami lub aż koty nie stwierdzą, że to idealny przedmiot w ich podkanapowej kolekcji. Bardzo ciężko to wywalić, gdyż Biśka ma pamięć idealną, a ja mam jeszcze za mało czasu aby to wszystko przejrzeć.

Poprosiliśmy teściową aby nie kupowała i nie przynosiła małej NIC, gdyż zaobserwowaliśmy, że:
a) teściowa stosuje przy tym zagrania w stylu "zjedz zupę, to będzie nagroda". Gabryśka zupy nie je, a coś dostaje. Na dodatek zachowanie ewoluowało i mała chciała wymusić na nas nagrodę za kolację. Nerw męża w rozmowie telefonicznej - nieopisany :)
b) Gabrysia oczekuje od innych, że też będą ją zasypywać przedmiotami bez okazji, mimo że wcale się z nich nie cieszy.
c) Mała nie przytula się do teściowej, ani nawet nie wita się z nią zanim nie dostanie czegoś z jej torby. To akurat mi wisi. Babcia sama sobie strzeliła w kolano.

Reakcja na nasze prośby (rozkładana na wiele kazań - kolejność w czasie) :
a) "haha dziadki są od rozpieszczania"
b) "ale ja nie umiem przyjść do dziecka z pustymi rękoma"
c) "to wywalcie wszystko jak macie tego za dużo!"  (yhym, niech sama przyjedzie i sobie to na oczach dziecka wywali tłumacząc dlaczego)
d) "mogę robić co chcę"

- tu pojawił się nasz ostry sprzeciw, że nie będą widywać dziecka, jeśli nie szanują naszego sposobu wychowywania i nie stosują się do niego.

e) teściowa - "to ona (ja) Cię nasłała!!!" złaaaaa synowa :D
    teść - "jak nie będziesz jej przywoził, to pójdę z wami do sądu i uzyskam prawa do dziecka! Mnie stać, żeby się z Wami sądzić" (powiedział (haha) bogaty alkoholik, który nie przyszedł na Dzień Dziadka i Babci do przedszkola, bo dzień wcześniej się spił).

KURTYNA!

 

i bis.
Dzwoni teściowa do męża:

Teściowa - Można do Was przyjechać, mam prezent dla Gabrysi?
Mąż - Jaki znowu prezent?!?! Żadnych prezentów!
T - Ale dziś są walentynki i mam dla Biśki prezent.
M - Jaki prezent? Zakochałaś się w niej czy co?
T - No daje się prezenty na walentynki! A Ty dla mnie masz?
M - Zwariowałaś? Czy ja mówię niewyraźnie? Żadnych prezentów!
T - To pa.

OKLASKI !

Tagi: teściowie
17:41, zmeczonasaska
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Zmęczona Mama

Wypromuj również swoją stronę Daisypath Happy Birthday tickers