RSS
sobota, 17 września 2016

No nie lubię.

Hałas, discopolowa muzyka, zgiełk, kolejki, przepychanka.

Dziś mieliśmy szkolno-przedszkolny festyn. I był to pierwszy festyn, który mi się spodobał!

Kłaniam się w pas organizatorom, bo odwalili kawał dobrej roboty. Nawet wczesna godzina (10.00) okazała się być zaletą, bo jeszcze udało się nam złapać ostatki słońca.

Atrakcje jak na zadupie miasta były zaskakujące!

Trzy dmuchane zamki (wcale nie takie drogie),  trampoliny z konstrukcją do której przyczepiało się dziecko, zabawy ruchowe z przeszkodami na boisku, mecz unihokeja dzieci vs rodzice, pokazy kickboxingu, rowery, znakowanie rowerów, malowanie twarzy, rysowanie, tańce, zumba, gigantyczne bańki, domowe lody, ciuchcia napędzana małym traktorkiem jeżdżąca po osiedlu (ale młody miał frajdę! Ba! ja też!), jeździki dla dzieci na wyznaczonym placu, ogromny wóz straży pożarnej, który można było zwiedzać i macać od lewej do prawej, w klasach badania specjalistycznym sprzętem (cholesterol, cukier, wady postawy, logopeda, ważenie, sprawdzanie tłuszczu, ciśnienia itd.), dwa ogromne szwedzkie stoły jedzenia (zupy, kremy, serki, owoce, warzywa, wyciskane soki, mleko, ciasta,  chlebki, kanapki z uzbieranymi warzywami z ogródków pobliskich ludzi), a nawet srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w Rio i mega mistrzyni wielu kategorii w kajakarstwie Marta Walczykiewicz z rodzicami i stosem zdjęć do podpisania i rozdania! NO MEGA! I oczywiście, że udało się zdobyć autograf! ("patrz Biśka, to ta pani, którą oglądałaś jak ścigała się w kajakach w telewizji!").

autograf

Wyobrażacie sobie, że im się chciało przyjechać w wolną sobotę, przygotować to wszystko, ustawić, dograć, załatwić i jeszcze się uśmiechać?! Mistrzostwo!

Kręciliśmy się aż 3 godziny!

Młody po powrocie po prostu padł na pysk i buczał (wył jak obdzierany ze skóry i opętany przez szatana) dobre 45 minut z niezdecydowania czy chce spać, czy jeszcze dogorywać. Tego pana impreza przerosła ;)

Dlatego istnieje duża szansa, że polubię festyny jak utrzymają tak wysoki poziom, bo nie spodziewaliśmy się takiego rozmachu. Przypuszczam, że nikt się nie spodziewał, bo ludzie nie dopisali. Olali. No trudno.

Ale perełki się trafiły ;) Stałam przy ogórkach próbując dzieciom wepchnąć przekąskę, gdy podeszły dwie na oko 8 -latki. Wybierały owoce.
- Ty patrz! Borówki!
- Ojej, a one rosną w kiściach? Na gałązce?
- Są malutkie i ciemne, to muszą być borówki 
- Śmieszne, smakują trochę jak winogrono..
- Może to są winoborówki? (one tak całkiem serio...) Dobra, lecimy dalej.

To było winogrono... Tylko że nie sklepowe, tylko zwykłe, ogródkowe, małe, słodkie, zdrowe, bezpestycydowe, ciemne winogrono. Ciekawe czy wiedzą skąd się bierze mleko... ;)

Tagi: festyn
19:56, zmeczonasaska
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 września 2016

Sytuacja ze szkoły.

Poszłam odebrać Biśkę z Młodym. Młody jest bardzo samodzielny. I uparty. Jak osiołek. Jak sto osiołków. I głośny, gdy ktoś narzuca mu inne zdanie niż jego.

Sam ubrał laczki siostry tym razem odwrotnie. Z doświadczenia wiem, że nie należy w to ingerować jeśli się nie chce za chwilę łykać tablety na ból głowy.

Zanim doszłam do szatni już dwie matki "uprzejmie zauważyły, że ma kolorowe butki nie na tych nogach co trzeba". Na szczęście, żadna nie dodała, że legendy głoszą, iż komuś kiedyś powykrzywiały się od tego stopy. Może gdyby trafiła się jakaś babcia, to ta uwaga by była nieunikniona ;)

W szatni natomiast trafiła się 7-letnia perełka:


Ona - Ojej, on ma źle założone buty!
Ja - Tym razem mu się nie udało, ale bardzo stara się być samodzielny i kiedyś założy je tak jak wszyscy.
Ona - O, a to są różowe buciki!
Ja - tak, wiem. Są w różowe wzory i mają doczepionego ślicznego kwiatka. Również różowego.
Ona - A dlaczego on takie nosi?
Ja - Bo to buty siostry. Bardzo je z tego powodu lubi.
Ona - Aha! Pewnie nie ma Pani pieniędzy na nowe i dlatego nosi buty po siostrze?

Tabum tsss

17:31, zmeczonasaska
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 12 września 2016

Mieszkamy na zadupiu miasta.

Strasznie mi dziś było żal młodego (już 2 lata). Biśka (już 6 lat) chodzi do szkoły i dziś mieli apel. W związku z tym poszła ubrana w spódniczkę, bluzkę, no na galowo. Alex uwielbia robić WSZYSTKO tak jak siostra, więc również ubrał się w spódniczkę. Możecie sobie wyobrazić jego rozżalenie, krzyki i płacz, jak próbowałam mu wytłumaczyć, że w spódniczce jednak go nie puszczę :(

Szczerze? Gdybym mieszkała w wielkim mieście, wisiało by mi to koło tyłka... Ba, gdybym to ja zaprowadzała Biśkę do szkoły, to również by mi to dyndało. Jednak świadomość, że niewyspany tata nie odeprze ataków szczekaczy sprawił, że skapitulowałam... I syn został w domu. Płakałam razem z nim. Z niemocy. Z głupoty, że daję się wciągnąć w szablony wsioków.

Młody ma długie włosy i czeszę mu kitki, bo chce mieć włosy tak jak córa. Codziennie słyszę, że powinnam mu obciąć włosy, to by wyglądał bardziej jak chłopiec. Serio? Musi?

Młody ma ponad 2 lata i ciągle karmię go piersią. Temat tabu. Jestem dziwadłem. "Krzywdzę takie duże dziecko. Pewnie mam tam tylko wodę. Powinien już jeść same stałe posiłki. Powinnam mu dać butlę z (chemicznym) mlekiem modyfikowanym". Mam coś za darmo, coś najzdrowszego w tym chorym świecie pestycydów i muszę dać flachę? Może Kubusia Waterrr? Serio?

"Ojej, myślałam, że to dziewczynka" - every fucking day!

Weźcie się ludzie zajmijcie swoimi pociechami!

12:30, zmeczonasaska
Link Komentarze (8) »
piątek, 16 stycznia 2015

Tam zawsze jest świeża woda, micha pełna chrupek, nowo wyciśnięta mięsna saszetka, a w czwartej misce drobno pokrojone surowe mięso najwyższej jakości. Wszędzie są piłki i piórka do zabawy. I ręce skore do miziania i głaskania. Nawet buziak się przytrafi. Można spać gdzie się chce, wchodzić gdzie się chce, robić co się chce.

Prawie jak u nas w domu...

Dziś mój kot poszedł sprawdzić jak jest za tęczowym mostem i nie udało mu się do mnie wrócić...

Mój dobry Stasiek. Tak mi smutno...

Tak po prostu. Wyszedł jak zwykle wieczorem, nie wracał na wołanie, co mu się czasem przytrafiało, a rano leżał zimny na podwórku. A tyle razy siadałam do wpisu, w którym wszyscy poznają moje oba schroniskowe futerka i nie zdążyłam. To chociaż ostatnie Staśkowe zdjęcie.

Stasiek

Baw się tam dobrze futrzaku...

Tagi: koty
16:48, zmeczonasaska
Link Komentarze (9) »
środa, 31 grudnia 2014

Według zabobonów mój rok 2015 wygląda bardzo kiepsko.

W Wigilię pokłóciliśmy się z moją mamą, którą do nas zaprosiliśmy. W połowie wieczoru pojechała do domu po dość ostrej kłótni i morzu łez. Przebeczałam resztę Świąt. Od tego czasu wymieniamy dwa, trzy smsy dziennie (dawniej dzwoniłyśmy do siebie codziennie).

A podobno "jaka Wigilia, taki cały rok".

W Sylwestra udało mi się posprzeczać z mężem rzucającym palenie. A mama (nadal obrażona) wysłała mi życzenia noworoczne za pomocą Skype. Oddzwoniłam, co dało kumulację i kolejny powód do przebeczenia i tego dnia.

A podobno "jaki Sylwester, taki cały rok".

Hip hip hurra. Dobrze, że oficjalnie nie wierzę w zabobony. Szkoda tylko, że nie mogę się upić.

 

Dlatego życzę sobie i wszystkim wkoło roku, w którym nikt nie będzie nikogo wkurzał.

Tagi: życzenia
19:58, zmeczonasaska
Link Komentarze (7) »
środa, 10 grudnia 2014

Wszystkie Mamusie (i Tatusiowie też ;) ) znają tzw. badanie bioderek. Nic takiego – dziecko rozebrać od pasa w dół, położyć, lekarz obraca, pik pik, (zazwyczaj) „wszystko w porządku” i tyle. Czasem jeszcze kontrola.

Jak miliony kobiet w kraju, i ja zadzwoniłam do przychodni kilka dni po porodzie, aby umówić termin badania. Oziębła pani poinformowała mnie, że mają długie kolejki i trzeba czekać ponad 2 miesiące. Dziecko urodzone w połowie lipca, badanie ma mieć w październiku. Hmmm… USG powinno być wykonane w 5-6 tygodniu życia. Hmmm… No dobrze, poczekamy. Wszyscy czekają, bo w okolicy zamknęli 3 punkty badań, to i my będziemy cierpliwi. Dziękuję, do zobaczenia o 17:15 8-go października.

Nadszedł długo wyczekiwany dzień. Zawinęliśmy dwójkę dzieci, gdyż 4-latka jeszcze nie może zostać sama w domu i pojechaliśmy. Wytargaliśmy się z auta, znaleźliśmy przychodnię, doszliśmy do korytarza prowadzącego do gabinetu i stop. Ludzie. Dużo ludzi. Przejścia nie ma.

Ja – Przepraszam, Państwo na bioderka?
Ktoś – Tak.
J – Wszyscy??
K – Tak.
J – A szybko to idzie?
K – Średnio, ok. 20 min na osobę.

1, 2, 3, 4…. 15 osób przed nami. Hahahaha. Dobre 2-3 h z dwójką dzieci. 4-latka stęka po 15 minutach, dzidziuś po pół godziny. Nakarmię go chyba na suficie. Poszłam do rejestracji. Tam 7 osób. Starsze panie dzielnie stały w kolejce i pytały o największe pierdoły świata. Kapitulacja. Wróciłam po Ojca i najmłodszego. Mąż jeszcze zapytał w rejestracji jak to się dzieje, że byliśmy umówieni na daną godzinę, a mamy czekać ponad dwie. Okazało się, że „pan doktor widocznie przyjął kilku pacjentów z pilnym skierowaniem poza kolejką”. Pojechaliśmy do domu.

Nasza lekarka się nawet nie złościła, że olaliśmy chory system. Ale doradza mimo wszystko iść. Tym razem wybiorę opcję "prywatnie", mimo że należy nam się publicznie jak psu kiełbasa... Sprawa była już nagłaśniana w mediach. NFZ nie widzi w naszym regionie żadnych problemów. Taki mamy kraj.



15:39, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014

Uwielbiam to uczucie, gdy się staram, a ktoś włazi mi na łeb. No. Się wyżalić muszę.

Ale do rzeczy...

Jak zwykle przed Świętami akcja prezenty. Teściowie dostają na głowę.
Przyszli do mnie i zapytali co kupić dzieciom na Święta. Zaproponowałam kilka rzeczy i dodałam, że my kupimy od siebie zamykany domek Playmobil dla Gabrysi i ciuszki i grzechotki dla Aleksa (mały aktualnie to przerabia). Dziadkom oczy się zaświeciły z zazdrości i zaproponowali, aby domek był od nich, a my coś innego wymyślimy. Walczyłam z tą myślą dobę, bo ten genialny pomysł był przecież mój. Mąż mnie ułaskawił i ulegliśmy. Poświęciłam sporo czasu, aby znaleźć najtańszy sklep, darmową przesyłkę, pokazałam im zdjęcia, filmik i różne pozytywne opinie o prezencie i zamówiłam, bo państwu się wszystko podobało. Domek dojechał i został przetransportowany do teściów. Na drugi dzień odbieram telefon od teściowej:

Teściowa - Wiesz, myślę, że ten domek nie będzie się podobał Gabrysi.
Ja - Dlaczego? Ja myślę, że będzie się podobał...
T - Ale nie jest za słaby? Nie ma światełka, ani basenu.
J - (!!!) Eee ma wannę. Starczy.
T - Ale tak mało ma tych bajerów.
J - Taki ze światełkiem i basenem kosztuje 300 zł.
T - To trzeba było kupić taki za 300!
J - (zagotowana max) I tak uważam, że domek jest świetny, ma dużo detali i jest dobrze wykonany. Będzie się podobał. I ostatni raz kupuję prezenty za wszystkich.

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dawno, no dawno dawno dawno tak się nie zagotowałam!

Ochłonęłam, wyżaliłam się mężowi i namówiłam go, żeby zadzwonił do teściowej i oświadczył, że jak im kołek w dupie przeszkadza, to my weźmiemy domek i damy go od siebie, bo pomysł był nasz. A oni skoro wybrzydzają, to niech wezmą małą do sklepu i niech impulsywnie pokaże im pierwszą lepszą zabawkę z reklamy za 300 zł i niech ją kupią i się nią nażrą obdarują nią wnuczkę. Że nie wypada kogoś fatygować, a później na obradach sejmu krytykować. Ktoś poświęcił swój czas, wszystko załatwił, wypada podziękować, a nie jak zwykle mieć problem.
Oczywiście teściowa obróciła kota ogonem, wybieliła się, że "tylko się zapytała, czy aby na pewno prezent się spodoba" (taaa, jasne...) i że "nie ma problemu, oni dadzą ten domek, jak nam zależy" oraz, że "księżniczki się o nic nie można zapytać" i "ojej, to aż taki problem kupić domek". To rusz dupę i idź kupić coś sensownego, a nie wiecznie chiński szajs na 5 minut! Wstrętna pinda pańcia NO!!!

Nerwobóle mnie trzymały bite dwa dni. Dwa razy próbowałam zamknąć oczy i cofnąć czas, aby z uśmiechem na twarzy im odmówić oddania prezentu. Obiłam wszystkie ściany głową, że już nigdy, NIGDY nie dam się namówić na bycie dobrą i łaskawą. Takie kur** chamstwo. Oczywiście otoczenie mnie namówiło, że mam odpuścić, choć całym sercem chciałam jechać i wydrzeć im prezent z rąk. Bo daję sobie wszystkie kończyny poobcinać, że będzie to istny hit i Biśka będzie to maglować okrągły rok. To by im w pięty weszło. Ale dobra, jak to frajer, odpuszczam. Nie odzywam się (przynajmniej mam spokój). Dzieciowi powiem, że to MAMA zadzwoniła do Gwiazdora i nagrała domek. A on pomylił adresy i podrzucił go do babci hrhrhrhrhrhr.

Ostrzeżenie - normalnie nie jestem taka walnięta na punkcie prezentów. Nie przebijam się nimi, nie chcę za wszelką cenę dać od siebie czegoś NAJ. Chyba, że ktoś mnie sprowokuje do bójki... ;)

Tak na marginesie jeszcze cytat: "A Aleksowi, to nie wiem co damy, bo wiesz, my go traktujemy tak po macoszemu, on jeszcze nie gada i nic nie można z nim zrobić hihi".

A później się dziwią, że ich nie chcę zaprosić na Wigilię (i tego nie zrobię).

Tagi: teściowie
17:31, zmeczonasaska
Link Komentarze (8) »
piątek, 26 września 2014

Coś nie po drodze mi na bloga. No trafić nie mogę. Na dodatek córa zalała mi lapa kakaem (!!! nie wyzywałam, płakałam w ukryciu) i już 3 tygodnie czekam na nową płytę główną. chlip :( a na stacjonarnym się pisać nie da, gdyż spacja zastygła, a ja oduczyłam się walić w klawiaturę dobre 7 lat temu. To nie na moje nerwy. Także tego w skrócie - urodziłam. Jestem pełna podziwu, że dobrowolnie zdecydowałam się na drugi poród. Głupia zapomniałam jak to boli. Powinnam już w 8 miesiącu wołać o silne znieczulenie. Aktualnie z dzieciem młodszym się całkiem nieźle rozumiemy. Ze starszym akcja "zazdrość" myślę, że opanowana i świat już wrócił do normalności. A dni mijają pędem. Wymierzam sobie chłostę 100 batów i bardzo cichutko obiecuję, że będę tu częściej pisać (ale czytam blogi regularnie).

I zdjęcie dam, choć zdjęć nie zwykłam publikować ;)

Tydzień po narodzinach:

a

Jakoś ostatnio:

aleks


Śmieszek-chichek Aleks. Smoczysko wielkie. Nie wiem co podjada z lodówki w nocy (bo prawie już podwoił swoją wagę), ale chłopak chyba nie wie, że działa na swoją niekorzyść, gdyż - po pierwsze - coraz mniej ludzi ma siłę go nosić. Nad czym nie ubolewam, przynajmniej nie będzie zbyt rozlelkany. Po drugie - mama go pewnego dnia nadgryzie. Albo zje całego. O!

12:01, zmeczonasaska
Link Komentarze (10) »
środa, 02 lipca 2014

Mamy dwa koty ze schroniska (polecam z całego serca takich przyjaciół).
Koty są niesamowicie łowne, więc średnio co drugi dzień przynoszą głównie myszy. Dlatego Gabrysia jest oswojona z takim widokiem, a wręcz za każdym razem się ze mną wykłóca i koniecznie owe zdobycze chce kolekcjonować (muszę je ukradkiem sprzątać).
Koty mojej mamy też od czasu do czasu dla rozrywki coś przynoszą.
Pewnego dnia kot babci przyniósł dużą, tłustą mysz. Biśka bawiła się na dworze wodą, kot myszką.

W pewnej chwili mała wpada do kuchni uradowana:
- Mamo! Już wiem jak wygląda mysz od środka!
- A to dlaczego?
- Megi zjadła skórę i środek leży na dworze! Choć Ci pokażę!

Faktycznie. Zostały same wnętrzności. Korzystając z okazji wyjaśniłam dziecku co jest co i mała już wie jak na żywo wyglądają bebechy ssaka. Na szczęście zgodziła się to wyrzucić zanim wpadła na pomysł aby pogrzebać tam patykiem.

Swoją drogą zaobserwowałam, że ulubionymi komputerowymi gierkami Biśki są wszelkie operacje uszu, mózgów i inne czynności lekarskie. Dziewczyna się oswaja ;)

Tagi: dziecko
13:16, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »

Dzwoni teściowa, czy przywieziemy córę do nich na trochę, bo ”dziadek chce się rozdziesiątać, dawno nie widział wnuczki”. Z kolei do nas nie przyjadą, bo dziadek nie ma czasu (?!?).
(na szczęście) Mała ma drzemkę, więc siłą rzeczy nie pojedzie. Mąż miał jednak coś do odebrania od teściów, pojechał sam. Na początek spotyka teścia koszącego trawę. Teść pyta męża dlaczego nie zabrał Biśki, ten tłumaczy. Po chwili mąż orientuje się, że dziadek jest trafiony. Podnosi mu się ciśnienie i pyta po co teść chciał wnuczkę, skoro nie jest trzeźwy?

- Ja po piwie ( czy na pewno jednym?) jestem bardziej kumaty niż bez.

 

PS. A wspominałam kiedyś o tym, że pewnego razu teść przyjechał samochodem po Biśkę (o 11 przed południem) po "jednym piwie"??

Tagi: teść
11:02, zmeczonasaska
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Zmęczona Mama

Wypromuj również swoją stronę Daisypath Happy Birthday tickers