RSS
środa, 02 lipca 2014

Mamy dwa koty ze schroniska (polecam z całego serca takich przyjaciół).
Koty są niesamowicie łowne, więc średnio co drugi dzień przynoszą głównie myszy. Dlatego Gabrysia jest oswojona z takim widokiem, a wręcz za każdym razem się ze mną wykłóca i koniecznie owe zdobycze chce kolekcjonować (muszę je ukradkiem sprzątać).
Koty mojej mamy też od czasu do czasu dla rozrywki coś przynoszą.
Pewnego dnia kot babci przyniósł dużą, tłustą mysz. Biśka bawiła się na dworze wodą, kot myszką.

W pewnej chwili mała wpada do kuchni uradowana:
- Mamo! Już wiem jak wygląda mysz od środka!
- A to dlaczego?
- Megi zjadła skórę i środek leży na dworze! Choć Ci pokażę!

Faktycznie. Zostały same wnętrzności. Korzystając z okazji wyjaśniłam dziecku co jest co i mała już wie jak na żywo wyglądają bebechy ssaka. Na szczęście zgodziła się to wyrzucić zanim wpadła na pomysł aby pogrzebać tam patykiem.

Swoją drogą zaobserwowałam, że ulubionymi komputerowymi gierkami Biśki są wszelkie operacje uszu, mózgów i inne czynności lekarskie. Dziewczyna się oswaja ;)

Tagi: dziecko
13:16, zmeczonasaska
Link Komentarze (4) »

Dzwoni teściowa, czy przywieziemy córę do nich na trochę, bo ”dziadek chce się rozdziesiątać, dawno nie widział wnuczki”. Z kolei do nas nie przyjadą, bo dziadek nie ma czasu (?!?).
(na szczęście) Mała ma drzemkę, więc siłą rzeczy nie pojedzie. Mąż miał jednak coś do odebrania od teściów, pojechał sam. Na początek spotyka teścia koszącego trawę. Teść pyta męża dlaczego nie zabrał Biśki, ten tłumaczy. Po chwili mąż orientuje się, że dziadek jest trafiony. Podnosi mu się ciśnienie i pyta po co teść chciał wnuczkę, skoro nie jest trzeźwy?

- Ja po piwie ( czy na pewno jednym?) jestem bardziej kumaty niż bez.

 

PS. A wspominałam kiedyś o tym, że pewnego razu teść przyjechał samochodem po Biśkę (o 11 przed południem) po "jednym piwie"??

Tagi: teść
11:02, zmeczonasaska
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014

Przyszli wczoraj teście na Dzień Dziecka. Dali prezent, swoja drogą, który im poleciłam i kupiłam (z którego oni nie byli zadowoleni, a dziecko piało z zachwytu) i teściowa zaczyna:

- A ostatnio gadałam z Waszym sąsiadem. Mówi do mnie, że mój synuś to obrotny i pracowity, bo tak na ogrodzie kopie, a że mojej synowej to wcale nie widzi. Może ze trzy razy ją na oczy widział. To mu wytłumaczyłam, że moja synowa, to miastowa jest i się ludziom nie pokazuje. W domu cały dzień komputera pilnuje.

Język mi się w tyłku zaciął.

Szkoda, że na zwolnienie poszłam w ósmy miesiącu ciąży, że w dzielnicy stawia im się jedyny wielki market spod mojej ręki nie licząc innych projektów na dwa etaty, że dzieć czysty, zadbany, dom ogarnięty, a synuś po zejściu z pola ma ciepły obiad i czyste ubrania. Dobrze, że jej córeczka gdy wraca z wielkiego miasta ma podsunięty przez nią obiad pod laptopa, wyprane gacie z całego tygodnia i walizę wyprawki na kolejny tydzień.

Kurtyna.

Tagi: TEŚCIOWA
12:50, zmeczonasaska
Link Komentarze (3) »
piątek, 09 maja 2014

Gabrysia - Jutro wychodzę za mąż.
Mama - Taaak? A za kogo?
G - No, za jakiegoś tatusia. Jeszcze nie wiem.
M - A, rozumiem.
G - Ale muszę uważać, wychodzenie za mąż jest niebezpieczne!
M - A dlaczego niebezpieczne?
G - Bo trzeba wybrać dobrego tatusia, który będzie mi pomagał i za mnie sprzątał.
M - To fakt, wychodzenie za mąż jest niebezpieczne.
G - Mamusiu, wyjdziesz ze mną za mąż?

Tagi: dziecko
08:15, zmeczonasaska
Link Komentarze (1) »
środa, 07 maja 2014

Proszę mnie nie kamienować. Nie pisać, że inne by chciały a nie mogą. Ot swoje zdanie mam.

No nie lubię być w ciąży i już.

Uważam, że bajki o bocianach, albo dzieciach w kapuście wymyśliły kobiety, które wolałyby takie rozwiązanie. Bo dzieci (to obecne i w drodze) kocham.

Po prostu nie należę do grupy pań, które uduchowione suną na chmurce głaszcząc z błogością brzuch.

Przecież z arbuzem z przodu nie mogę zrobić nic konkretnego. Ani się schylić, ani podziabać w ogrodzie, ani okien umyć, ani z werwą poodkurzać, umyć podłogi. Stanie nad garami dłużej niż godzinę mnie wykańcza. Zabawa z córą ogranicza się do siedzenia. Nie mogę wysiedzieć kilka godzin nad projektem. Jestem totalnie bezużyteczna. A świat nadal oczekuje ode mnie 100%.
A mnie zwyczajnie boli. No boli mnie ten brzuch już o 10 rano i tak już do końca dnia.

Budzę się rano, głowa jest bombardowana pełną listą "do zrobienia", jem śniadanie, ogarniam dziecia i stop. I siadam bo już ledwo dycham. A tu do pracy trzeba jechać, pranie zrobić, obiad, porysować na drugi etat - totalne minimum - a nie idzie. Boli. Mąż przejmuje wszystko na głowę, a ja jadę do pracy, wracam i się kładę, bo nawet siedzenie sprawia ból. Ruszam się jak mamut. A niebawem zacznę wydawać charakterystyczne przy cofaniu ciężarówek 'tit tit tit'. Na dodatek wszystkim wkoło się zdaje, że udaję. Pierwsza ciąża przeszła mi lekko, ta jest inna. Dużo gorsza. Wszyscy są przyzwyczajeni do stalowej mnie (nawet ja sama). Na dodatek, aby nikogo nie rozczarować, zwyczajnie boję się powiedzieć, że nie daję rady, więc kulam się na siłę i coś nieudolnie popycham do przodu pojękując pod nosem. Jakie to jest chore. A na przyjęcie maluszka nie mam jeszcze nic ogarnięte. Nic.

Nic tylko usiąść i beczeć.

Dlatego nie lubię być w ciąży. A tu jeszcze ponad 2 miesiące.

Tagi: ciąża
16:20, zmeczonasaska
Link Komentarze (10) »
piątek, 28 lutego 2014

Mała panna odczuwa coraz większą potrzebę prywatności.

Coraz częściej zamyka się sama w pokoju\łazience i zaznacza, że nikt ma nie wchodzić, po czym znika w otchłani pomieszczenia.

W pokoju mała wtedy przebiera się w ukradkiem wyciągnięte sukienki, rajstopki, bluzki mamy, korale, spinki, albo tworzy dzieło niespodziankę na tablicy, albo - co najgorsze - bybla z piciem i jedzeniem tworząc magiczne mikstury.
W łazience najczęściej myje podłogę lub sedes niesmaczną (każda jest niesmaczna) pastą do zębów, kąpie zabawki, smaruje się kremem, wyciąga pranie na podłogę i robi w nim legowisko dla kotów i lalek.

Rodzice po długiej ciszy zazwyczaj nie mogą pohamować ciekawości i zaglądają do samotni z przerażeniem, aby zatrzymać powstający armageddon.

Biśka pewnego ranka się zirytowała głuchotą rodziców na swoje prośby i wyrysowała jasny znak na drzwiach "RODZICE NIE WCHODZĄ!"

NIE WCHODZIĆ

Objaśnienie:
- Rodzice są przekreśleni, a nie ukrzyżowani ;)
- Na dole znalazła się Gabrysia, która mimo wszystko ma pozwolenie na wejście do pokoju. Po prostu nie mogło jej zabraknąć, jak rodzina, to rodzina w komplecie
- Wszyscy tańczą kółko graniaste. Zazwyczaj tak roztańczeni jesteśmy rysowani.

Na szczęście na szybcika powstał też znak "WSZYSCY MOGĄ WEJŚĆ". I wisi częściej ;)

MOZNA WEJSC

Tagi: dziekco
09:44, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »
piątek, 14 lutego 2014

Toniemy. Śmieci wychodzą już bokami. Nie ogarniam tego.
I co najciekawsze - to nie my je produkujemy.

Gówniane chińskie-plastikowe-pseudozabawki-pięciominutówki.
Mamy ich tony. Dobra, nie przesadzając dobre 3 wory.
Winna zagracania naszego domu jest teściowa. No na łeb dostanę. ZA KAŻDYM razem jak się pojawi (zdarzało się codziennie) przynosi jakieś badziewia dla młodej. Tak, świadomie napisałam w liczbie mnogiej, bo badziewi jest minimum 3. Przykładowy zestaw: chiński kucyk, zestaw jednorazowych gumek do włosów z gazetki, naklejki (dawno już nieaktualne hobby małej). Zazwyczaj są to właśnie małe gówienka z gazet, które w telewizji kuszą dziecko, w realu są tandetne, rozpadają się przy najbliżej okazji, są bezużyteczne i goszczą w ręku dziecka minimum 2 razy - kiedy to dostaje i kiedy pokazuje rodzicom. Następnie gówienko spada na ziemię, kula się 3 dni z kąta z kąt, do czasu aż matka go nie podniesie i nie wrzuci do kosza\kartona z innymi gównami lub aż koty nie stwierdzą, że to idealny przedmiot w ich podkanapowej kolekcji. Bardzo ciężko to wywalić, gdyż Biśka ma pamięć idealną, a ja mam jeszcze za mało czasu aby to wszystko przejrzeć.

Poprosiliśmy teściową aby nie kupowała i nie przynosiła małej NIC, gdyż zaobserwowaliśmy, że:
a) teściowa stosuje przy tym zagrania w stylu "zjedz zupę, to będzie nagroda". Gabryśka zupy nie je, a coś dostaje. Na dodatek zachowanie ewoluowało i mała chciała wymusić na nas nagrodę za kolację. Nerw męża w rozmowie telefonicznej - nieopisany :)
b) Gabrysia oczekuje od innych, że też będą ją zasypywać przedmiotami bez okazji, mimo że wcale się z nich nie cieszy.
c) Mała nie przytula się do teściowej, ani nawet nie wita się z nią zanim nie dostanie czegoś z jej torby. To akurat mi wisi. Babcia sama sobie strzeliła w kolano.

Reakcja na nasze prośby (rozkładana na wiele kazań - kolejność w czasie) :
a) "haha dziadki są od rozpieszczania"
b) "ale ja nie umiem przyjść do dziecka z pustymi rękoma"
c) "to wywalcie wszystko jak macie tego za dużo!"  (yhym, niech sama przyjedzie i sobie to na oczach dziecka wywali tłumacząc dlaczego)
d) "mogę robić co chcę"

- tu pojawił się nasz ostry sprzeciw, że nie będą widywać dziecka, jeśli nie szanują naszego sposobu wychowywania i nie stosują się do niego.

e) teściowa - "to ona (ja) Cię nasłała!!!" złaaaaa synowa :D
    teść - "jak nie będziesz jej przywoził, to pójdę z wami do sądu i uzyskam prawa do dziecka! Mnie stać, żeby się z Wami sądzić" (powiedział (haha) bogaty alkoholik, który nie przyszedł na Dzień Dziadka i Babci do przedszkola, bo dzień wcześniej się spił).

KURTYNA!

 

i bis.
Dzwoni teściowa do męża:

Teściowa - Można do Was przyjechać, mam prezent dla Gabrysi?
Mąż - Jaki znowu prezent?!?! Żadnych prezentów!
T - Ale dziś są walentynki i mam dla Biśki prezent.
M - Jaki prezent? Zakochałaś się w niej czy co?
T - No daje się prezenty na walentynki! A Ty dla mnie masz?
M - Zwariowałaś? Czy ja mówię niewyraźnie? Żadnych prezentów!
T - To pa.

OKLASKI !

Tagi: teściowie
17:41, zmeczonasaska
Link Komentarze (9) »
niedziela, 08 grudnia 2013

- Oszczędzać się - powiedział ginekolog - To tu czarne, to krwiak mający trzy na dwa centymetry, trzy razy większy od płodu. Powstał po sporym krwawieniu o którym Pani mówiła. Możliwe, że się wchłonie, możliwe, że był to drugi płód ciąży bliźniaczej. Musi teraz Pani odpoczywać, nie nosić, żadnych zakupów, nie sprzątać, nie denerwować się. Bardzo się oszczędzać.

I jak ja mam się oszczędzać jak przez 2 tygodnie w samym środku domu kuli nam komin i murowali nowy? W końcu jest ciepło, ale wszystko jest w kurzu... Zaczynam rozglądać się za krasnalami w ogrodzie. Ktoś wie czy są czynne zimą, czy może zapadają w zimowy sen?

I jak mam się nie denerwować? Ostatnio teść się na mnie obraził, bo złożyłam mu imieninowe życzenia przez telefon, a nie przyjechałam z wnuczką i zagrożoną ciążą 40 km. Nie sposób pominąć faktu, że rok temu się obraził, bo wysłałam smsa z życzeniami, zamiast zadzwonić. To się nazywa "za dużo w dupie". Przyznaję - nie chciało mi się. Ale nie pamiętam, aby teść mi osobiście kiedyś składał życzenia. Owszem, zlewam to, ale wkurw nie znika. Się pępek świata znalazł...

Wypoczywać. Tak. Moja 3,5 latka najbardziej lubi mamę w pozycji horyzontalnej :)

Ehhh... Znów jestem zmęczona.

19:04, zmeczonasaska
Link Komentarze (11) »
czwartek, 24 października 2013

Sytuacja 1.

Słyszę z pokoju obok:
Babcia (ot ni z gruchy ni z pietruchy): - Gabrysia, a mogę Cię nadepnąć?
Gabrysia: - Nie!
Babcia: - Ale nadepnę Cię co? O tak! Tak! (i depcze lekko dziecko)
Gabrysia: - Nie rób mi tak!
Wchodzę do pokoju z bardzo wymowną miną.
Babcia (do mnie i swojej córki z uśmiechem): - Kiedyś ją deptałam, to mnie wysłała do kuchni na krzesło za karę! :D

!!!

 

Sytuacja 2.

Babcia i dziadek przychodzą do Gabrysi w odwiedziny. Biśka dopiero co wstała i jest nieogarnięta.  I ostatnio bardzo mamowa, bo chora. Schowała buzię w poduszkę.
Babcia: - Choć dziadek, idziemy do domu, Gabrysia śpi.
Biśka podnosi głowę, uśmiecha się, znów się chowa.
Dziadek: - Ona nie śpi. Ona po prostu jest kłamczucha.  Zwykła kłamczucha!

!!!

 

Sytuacja 3.

Biśka dostała jajko niespodziankę (dawno już nie woła o jajka, a oni dalej je kupują, aby wkupić się w łaski dziecka).  Odwinęła ze sreberka, otworzyła z czekolady.
Dziadek: - Otworzyć Ci?
Biśka: - Nie. Sama otworzę.
Próbuje, ale się nie udaje.
Biśka: - Mamo! Otwórz mi proszę jajko.
Dziadek: - Ale Ty guła (gwara poznańska - osoba mało bystra, ciamajda, niedorajda) jesteś, nie możesz sobie z jajkiem poradzić i wołasz mamę?

!!!

 

Sytuacja 4.

Babcia: Patrz! Dziadek ogląda Twojego kucyka! Ale ten dziadek jest niedobry. Weź go kopnij, to się uspokoi. O tak, jak babcia. Pach! Pach! (kopie)

!!!

 

Sytuacja 5.
Ciotka ogląda ulubione kucyki Gabrysi. Chowa je pod stół gdy Gabrysia się odwraca.
Ciocia: Ciekawe czy się skapnie, że jej brakuje kucyków.
Babcia: Musiałabyś schować te najlepsze.

!!!

 

Dodam że:
1. Dziadkowie Gabrysi mają od miesiąca szlaban na spotykanie się z wnuczką. Rozpuścili małą do granic. Nie stosują się do naszych sposobów wychowania dziecka. Często podważają autorytet rodzica. Mają obsesję na punkcie przekupywania dziecka i dawania tony jednorazowych, zbędnych zabawek. Obiecywali jej u siebie zabawki jeśli nie miała ochoty do nich jechać (!!!). Gryzła, była złośliwa i rzucała ‘słabymi’ podarunkami z niezadowoleniem (np. rajstopami). Mąż próbował z nimi rozmawiać na temat ich zachowania i tekstów. Babcia od razu się rozpłakała w ramach „czego Ty ode mnie chcesz?!”, a Dziadek powiedział, że jak nie chcemy, to Gabrysie nie musi do nich przyjeżdżać.
2. Powyższe sytuacje miały miejsce w ramach dwóch godzinnych odwiedzin chorej Biśki.
3. Opisane zostały najciekawsze sytuacje, które najbardziej zapadły mi w pamięci. Tak na dobrą sprawę można by przyczepić się do co trzeciego zdania kierowanego do Gabrysi.
4. Za każdym razem reaguję. W efekcie dziadkowie się obrażają i mają zdziwione miny, że ośmielam się coś powiedzieć.
5. Poza głupimi tekstami w obecności dziecka, dziadkowie uwielbiają krytykować i wyśmiewać wszystko co robimy.
6. Za każdym razem gdy chcą przyjechać dostaję nerwobóli…

23:46, zmeczonasaska
Link Komentarze (18) »
środa, 16 października 2013

Pisałam wcześniej, że lubię przedszkole. Ale cały w tym ambaras, aby dwoje chciało na raz...
Od rana. Zaraz po otwarciu oczu (a czasem już wieczorem). Przedstawienie przed przedszkolem.

Gabryśka nie chce\nie lubi:

- iść do przedszkola
- leżakować (tego najbardziej), długo odpoczywać, zamykać oczu, rozkładać leżaczków
- bawić się z dziećmi
- jeść w przedszkolu
- tańczyć, śpiewać, rysować
- siedzieć, zwłaszcza obok chłopców
- rytmiki

Gabryśka lubi w przedszkolu:

- sprzątać (?!) z wyjątkiem klocków
- tęsknić i czekać na mamę
- czasem lubi angielski

Gabryśka chce:

- zostać "w domeczku\domuniu z mamcią"
- leżakować na kanapie w salonie
- iść z mamą do pracy i "w kąciku grzecznie bawić się kucykami i nie będzie przeszkadzać i wyciągać mamy na spacer"
- chorować i łykać obrzydliwe lekarstwa
- pomagać tacie w ogrodzie
- sprzątać w domu, gotować obiad, prać, bawić się, rysować, grać, oglądać bajki...
- i robić wszystko co tylko rodzice będą od niej chcieli, byleby tylko
NIE IŚĆ DO PRZEDSZKOLA.

I lament i płacz. Przeciąganie porannych czynności, rozmowy, tłumaczenia, wymyślanie, kombinacje alpejskie. Przez 1,5 miesiąca.

Poddaję się. Litości.
Chcę móc zaprowadzić ją do przedszkola osobiście, wyściskać i puścić w wir zabawy. Tymczasem jedynie mogę jej i tacie pomachać w drzwiach domu, gdyż wyjście ze mną kończy się zawsze płaczem i atakiem histerii, jakbym ją zostawiała na rzeź.


To ja może poproszę o rady*, co mam zrobić\gadać, aby młoda zechciała iść do przedszkola (albo chociaż przestała robić sceny rano).

 

* przekupstwo i rezygnacja  z przedszkola nie wchodzi w grę

11:26, zmeczonasaska
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Zmęczona Mama

Wypromuj również swoją stronę Daisypath Happy Birthday tickers