RSS
piątek, 05 sierpnia 2011

Dziś byłam z córą w Bajkolandzie - jedynej w moim rodzinnym miasteczku i całej okolicy (i tylko 9 zł za godzinę!) ;)

Córa zadowolona i zmęczona :) nie wiedziała co ma ze sobą tam zrobić tyle miała zabawy wkoło :P weszła w piłki, ale nie wiedziała jak ma się tam poruszać. Taszczyła wszędzie wieeeeeelkie piłki takie do skakania (bo ostatnio ma wcisk na piłki - ha potrójne powtórzenie tego słowa - brawo polonistko od siedmiu boleści), Kucharzyła w kuchni w mini domku i sadzała lalki na nocnik i wiele innych. Dziwiłam się, że nie chciała się bawic laptopem, bo jak widzi klawiaturę to chętnie ją niszczy (bam bam!), ale to chyba dlatego, że nie było tam obrazu ;)

Generalnie myślałam, że wypocznę, a wróciłam stamtąd zmordowana jak dzika świnia z bagna ;)

Dobrze, że wzięłam siostrę do pomocy (ok, wytachałam ją sprzed laptopa za włosy i skusiłam darmową kawą), bo się ze mną czasem zmieniała. I miał kto pstrykać foty, mimo że unikam wszelkich form zapisu mojego dziuba. Hmmm aż sobie teraz pomyślałam, że gdyby nie siora, to bym była jeszcze bardziej zorana ;) - za tym moim Diabłem rogatym trzeba ciągłe biegać - i tu na prawde nie przesadzam, bo nie jestem typem mamuśki, która nosi dzieci na rękach, albo głaszcze po każdym upadku! A gdzie tam! Nawet nie zwracam uwagi, przez to przestała płakać za każdym razem i się podnosi bez problemu. Po prostu ona włazi na wszystkie wyżyny i powiem szczerze - nie mam pojęcia jak to robi :-O

Ogólnie było bardzo fajnie :) a zmęczenie było takie duże pewnie przez upał który u mnie dziś panował i fakt że wdziałam na siebie długie jeansy jak ostatnia lama, zamiast coś krótkiego. Lama lama!

Muszę powtórzyć taki wypad! Udoskonalę go jednak jeszcze jakimś towarzystwem dla Gabiny - takim w jej wieku, bo dziś hasały tam tylko 3 dzieciaszki wyglądające na 5 lat (tak, tak, jeden chłopak prawie przetrącił mi dziecko i nie miałam szans zwrócić uwagi szydełkującej mamie, aby poskromiła swojego tarana, bo owa rodzina gadała po holendersku, albo coś w ten deseń :])

 

Tak się dziś starałam bez marudzenia.. i starałam się nie pisać o tym, ale chyba parę zdań dla własnej ulgi muszę - pożarłam się z moim facetem (to jeszcze nie jest mój mąż - nie zebrał się póki co :> ). :\ rany, jaki ten mój jest foszak :] normalnie jak dziecko... Głównie obraża się na osobę najmniej winną (np. mnie) i umie wyżyć się na całej swojej rodzinie. I nawet jak myślę, że wszystko już jest ok, to on ma focha dalej i robi sceny, nie odzywa się, warczy i jest chamski. Wrrr... aż szkoda gadać o co poszło, bo wstyd, że facet potrafi się o takie gówno śmiertelnie obrazić. A najlepsze jest to, że jakbym ja sie obrażała na jego zagrania i numery jakie mi robi, to wyszłoby, że dawno powinnam go rzucić w trzy dupy. Popłaszczyłam się już dziś jak małpa przed nim, myśląc że to załagodzi sytuację, ale nic lepiej nie jest i składam sobie przyrzeczenie, że nie będę fikać kozłów na każdego focha! Koniec robienia z siebie frajerki. A tak szczerze mówiąc, to nie chce mi się po akcji jaką mi jakiś czas temu odwalił.. Może się kiedyś tu z tego wygadam, jak ta sprawa wróci.. a wróci jak bumerang, czuję to w kościach :\ Nie mam nawet ochoty się do niego przytulać przez to (bo to często niwelowało jego focha) czy się starać..Oj niedobrze, bo nie chciałabym, żeby to się rozwaliło, mimo że spada po równi pochyłej...

Uhhh czyli w skrócie - jak nie urok, to sraczka. Jak nie dziecko, to facet. Bo nie może być spokojnie... ;) plus tego wszystkiego taki, że mimo jadki z moim i tak mam dziś bardziej pozytywne nastawienie do wszystkiego niż poprzednio :) dom mi dobrze robi.

 

Ale ja jestem paplara to szok.

Często myślę i widzę sama po sobie, że najlepiej wchodzą krótkie wpisy i ciągle to sobie obiecuję, że wysmaruję coś treściwego i znów zonk. Kłapie dziobem w nieskończoność.

Kolejny etap stawania się kurą domową? :-O

ko ko ko...

 

 

EDIT. po pół godz.

Facet mnie właśnie przeprosił za focha - i weź tu bądź mądrym... :\\ ale co już nerwy straciłam, to straciłam. I mam pewnie kilka nowych siwych włosów ;)

Zastanawiam się czy to przez to że się nie odzywałam do niego pół dnia, czy co? albo mnie potajemnie podczytuje? ciekawe.

środa, 03 sierpnia 2011

Znowu mnie dopadło krzywienie dziuba ;\

Zapowiadał się miły dzień, ale się spierdzielił...

Miałam jechać z córą do kina na babymultikino, dobrze się bawić, wrócić i spędzić miły dzień z facetem i córą, a tu zonk ;\

Córa olała śniadanie, później facet poinformował mnie, że dziś siedzi w pracy do 21, a jutro jedzie na delegację do Gdańska czyli nie będzie go do 3 w nocy i cholera wie co mu szef wymyśli na piątek i do której będzie siedział... A na to wszystko Gabina o 11 (gdy miałyśmy wyjeżdzać do kina) zaczęła fiksować, beczeć, jęczeć, schowała herbatkę (przeszłam całe mieszkanie 5 razy na kolanach szukając butli, a okazało się że córa schowała ją w zabawkach w koszyku o czym raczyła mnie po pewnym czasie poinformować), nie kazała się przewinąć, chodziła jak pijana więc skapitulowałam :\ położyłam ją do łóżeczka i po paru jękach padła spać, a ja zdążyłam się już pobeczeć i spłonąć ze złości 3 razy uhh.. :\

Nienawidzę tej samotności - tego, że cały dzień muszę sobie dawać radę sama z córą, bo facet siedzi w pracy i nigdy nie wiadomo do której tam będzie, bo pod sam koniec dnia jego szef ma w zwyczaju mu wymyślać jakieś mission impossible które wydłużają jego pobyt w robocie o kolejne 2h. Nic nie idzie przez to zaplanować, żadnego wspólnego wieczoru, wyjazdu ani nic, a ja przez kisnę sama z małą Diablicą, która widzi jak się pieklę i udziela jej się mój nastrój... Boję się, że przez to wszystko się popsują moje relacje z moim facetem, bo ja chodzę zmęczona pod koniec dnia, rozdrażniona, on też zmęczony po pracy i nie mamy czasu nawet pogadać ze sobą... :\ do dupy

Mam koleżanki, ale te poznańskie nie mają dzieci więc nie kumają tematu, mają swoją pracę, facetów i nie w głowie im siedzenie ze mną na placu zabaw - też mi koleżanki :>

Próbowałam przygruchać sobie jakąś mamuśkę w parku, ale albo są jakieś patologiczne z szurniętymi dziećmi (raz mi się trafiła przechwała, raz sadysta, raz uciekinier itd.), albo patrzą na mnie i mnie zlewają :\ to chyba przez mój wygląd - wyglądam jak 16-latka... Z dziuba i z ciuchów, bo lubię się ubrać w poszarpane jeansy i zwykły top, a to na mamę nie wygląda, tylko na nastolatkę - ale nie mam zamiaru wbrew sobie ubierać się jakoś "starzej" bądź "stylowo" tylko po to żeby komuś się przypodobać. Do tego jestem chuda i prawie nie mam cycków ( ;) ) A z dziuba - bo nie używam żadnych tapet - nie lubię, oczy mi od tego łzawią, tylko mam permanentny na oczach i tusz do rzęs. Wniosek że wyglądam jak gówniara wysnułam po tym, że zawsze się mnie pytają o dowód gdy kupuję coś dla pełnoletnich w jakimkolwiek sklepie.. :\ Do tego mam jakiegoś bloka, który mi się włączył w ciąży - jakaś chora nieśmiałość mnie złapała i nie umiem podejść do obcej babki i zacząć z nią świergolić - jakiś chory dystans mam wrrr...

Jadę sobie z tego Poznania dziś w cholerę - do rodzinnego domu. Może nazbieram trochę sił... może, bo tam też jestem skazana do 17 na siebie - mamuśka w pracy, ojciec nie żyje, a starsza siora jak się przyssie do laptopa, to w nosie ma cały świat i otaczający ją w jej pokoju burdel i mnie z córą :> ale pewnie pojadę do mojej babci odsapnąć, o ile pogoda się nie spierdzieli...

Uh nie ma to jak się "wygadać"...

Idę... wynieść śmieci, robić pranie, jedzenie i się spakować.

Miłego popołudnia Wam życzę, ba - sobie też, może się coś poprawi.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011

Łoo ale się dziś zirytowałam :\

Nienawidzę psów! Nie, wróć - nienawidzę durnych właścicieli psów!!!

Otóż mieszkam sobie przy niewielkim parku w Poznaniu i stojąc sobie na balkonie za każdym razem obserwuję jak właściciele swoich czworonogów wyprowadzają je do parku. I widzę jak 85% psów sra a właściciele w tym czasie palą fajeczkę, plotkują z psiapsiółkami, albo zwyczajnie dłubią w nosie i? I NIC! I jak psiutek skończy komponować swoje dzieło wielkości swojej głowy, idą sobie w najlepsze przed tv obejrzeć kolejny serial lub mecz zostawiając prezent dla innych użytkowników parku :\

Psioczę na ten temat już od wieków, ale dziś po wjechaniu wózkiem w ogromną rzadką kupę jakiegoś kundla - dwoma kółkami! - mam dość. Nie można nawet puścić dziecka na trawę, bo trzeba za nim (a właściwie przed nim) łazić i doglądać żeby pociecha nie wdepła, nie upadła, nie zjadła gówna :\ mam dość uważania na spacerze w co wjeżdżam! Albo później szukania kałuży i liści żeby domyć kółka!

Gdzie jest straż miejska??? ano woli przy PKP wlepiać mandaty spieszącym się na pociąg ludziom, którzy przebiegają na czerwonym...

Może Ameryki nie odkryłam tym wpisem, bo tak się dzieje w każdym miejscu, ale

Od dziś biorę aparat na spacery, będę go dzielnie dzierżyć w ręce i pstrykać foty każdemu właścicieli którego pies będzie srał! o! Ciekawe co powiedzą.

Wrrrr ;\

niedziela, 31 lipca 2011

Dziś krótko, bo jestem padnięta po pierwszej wycieczce na basen z małym Diabłem.

 

Kilka dni temu pisałam, że córa mi wchodzi na fotele i kombinuje jak koń pod górkę jakby wejść jeszcze wyżej.

Muszę się pochwalić, że okazało się że rozwiązanie tego problemu jest bliżej niż mi się wydawało - otóż siedziało sobie na telewizorze :p

Kiedy Gabina weszła na fotel jak zwykle szukałam przedmiotu którym mogłabym odciągnąć jej uwagę od wspinaczek i ściągnęłam z tv małą figurkę słonia i UWAGA - ku mojemu zdziwieniu okazało się że się owego słonia boi :]

Pięknie, po prostu pięknie :)

Od tego czasu słoń stoi na poręczy fotela i pilnuje :] a córa nie podchodzi do niego tylko pokazuje palcem krzywiąc się i komentując go zgrabnym "E".

Oczywiście miewa przebłyski odwagi i robi pod niego podchody, ale wtedy podle mówię "łoo to jest potwór, gryzieee" i odwaga ucieka.

Że niby się nie straszy dzieci taaa? Trudno! Muszę sobie radzić, a nie się zastanawiać czy Gabrina nie rozbija sobie głowy o podłogę.

A oto wizerunek potwora i jego ogrom (w porównaniu do standardowej spinki dla dzieci):

potwór słoń

Prawda że straszny? ;)

pozdrawiam

Tagi: dziecko
22:37, zmeczonasaska
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 lipca 2011

Zastanawiam się czasem czy sąsiedzi nas słuchają i myślą o tym co robimy ze swoim dzieckiem.

Wynajmuję mieszkanie w bloku, gdzie ściany mają uszy..

Wnerwiał mnie fakt, że tylko ja potrafię uśpić swoje dziecko - nie tata, nie babcia, nie kot, tylko wyłącznie ja. I po wepchnięciu w córę odpowiedniej dawki kaszki nie mogę sobie usiąść wieczorkiem z piwkiem przy pracy na ten drugi etat, tylko jeszcze muszę prosić Gabryśkę żeby swoją słodką dupkę położyła koło mnie i usnęła. Dlatego podjęłam decyzję że nauczę ją usypiać SOLO w swoim łóżeczku.

Na szczęście od początku swojego istnienia śpi w swoim łóżeczku (usypiana leżąc przy mnie, przekładana po zaśnięciu). I chwalę sobie takie podejście, bo gdyby spała ze mną i z moim P.-nikt by się nie wyspał (a uważam za bezsens wywalanie faceta na kanapę, żeby móc spać z dzieckiem !!).

Od 3 dni z nią walczę. Wkładam do łóżeczka, daję 2 ulubione kocyki, sama kładę się do łóżka i udaję że idę spać i powtarzam, "Gabrysia idź spać, zrób kulu lulu, weź kocyk i spać".

Pierwszy dzień - masakra. Ryk (tak szczerze mówiąc to mała symuluje i na siłę udaje jej się wycisnąć max jedną łzę) przez pół godziny ;) poległam i usnęła przy mnie. Drugi dzień - ryk 20 min - ale się udało. W końcu się uspokoiła,  pokręciła się i zasnęła. Trzeci dzień - dziś - ryk 5 min i spokój, kulululu i padła HURRAAA :)

Z sypialni wyszłam dumna jak paw :P

Co prawda przypuszczam że akcja trwała tak krótko bo Gabina była padnięta jak kawka, no ale... Idzie chyba nieźle :] Z tym że facet mi powiedział, że jemu to żal naszej córy że tak płacze, a mi to chyba jej nie żal wogóle... Taaaa mam serce z kamienia :]

 

Aaaa a jutro spędzamy weekend rodzinnie w trójkę. Często jeździmy do swoich rodzin na weekendy (co obpsioczę innym razem), ale tym razem zarządziłam pozostanie w mieszkaniu - mój P. dostanie w kość to od razu mu serce skamienieje na tą naszą małą Diablicę ;)

Ależ ja jestem wredna no ;)

 

Swoją drogą - właśnie uczyniłam powyższe - uspiłam sobie dzieciątko i zasiadłam do bloga informując lubego o moich zamiarach,a jego wzięło na przeszkadzanie ;] Tak jak przez spory czas potrafi się do mnie nie oddzywać, bo ogarnia sobie konto na Travianie (taka gra online, kto wie to wie uhh), tak teraz nagle ma pięćset tematów i mnie tu zagaduje i rozprasza :] mówię mu "cisza piszę, 10 min" i jest minutę spokój i od nowa, no kurde się uparł. :> heh gdzieś dziś czytałam o tym, że jak faceta się zaczyna troszkę olewać to zaczyna się interesować swoją kobietą.. uu czyżby to była prawda? pomijam fakt, że mojemu facetowi nie podoba się mój blogging, ale to też innym razem ;)

 

PS. Ciekawe jak długo potrwa nauka zasypiania solo w łóżeczku... Ma ktoś może takie doświadczenia? Jeśli tak, to w jakim wieku było owo dzieciątko i jak poszła nauka?

pozdrawiam cieplutko i chyba już dobranoc

Dziś mam już mniejszego nerwa niż wczoraj :>

Może to przez to ze mój P. wrócił wcześniej z pracy (o 17 hehe) i udało nam się zrobić zakupy, posprzątać troszkę mieszkanie i zmajstrowałam zupę narchewkową (wyszła obrzydliwa i chyba zaraz ją wyleję bo mi strasznie tufi, ale mam poczucie że gotowałam ;) ).

Dziś idzie jakoś lepiej, udało się zrobic mega giga pranie i zjeść śniadanie, po czym położyć małą Diabliczkę spać.

Ale mimo wszystko znalazł się powód dla którego piszę - mianowicie - nakarmienie dziecka.

Ogólnie uważam, że dziecko gdy zacznie chodzić nie ma czasu na jedzenie na tyłku... No chyba że jest okropnie głodne, to wtedy wsunie spokojnie kilka łyżek czegoś i już mu starczy i myśli jak by tu zwiać i fikać dalej. Ok, może generalizuję, bo nie wszystkie dzieci są tak ruchome, ale moje tak ma ;)

Ponad to stwierdzam, że w miarę upływu czasu (dnia) dziecko je coraz bardziej niecierpliwie.

Śniadanie idzie w miarę, deserek już trochę w podskokach, obiad da radę zjeść na siedząco, podwieczorek różnie, zazwyczaj w podskokach, a kolacja to masakra...

Według mnie ważne jest siedzisko. Wypróbowałam ok. 4 i mam takie:

krzesełko do karmienia

Wyczaiłam je na jakimś forum mamuśkowym - mamuśki polecały i w pełni się z nimi zgadzam, bo krzesełko jest genialne. Najlepszy jest ten wypustek między nóżkami dziecka - dzięki niemu dziecko nie może uciec przez zsunięcie (gdy są między nóżkami tylko pasy dziecko zjeżdża i wisi na owych pasach - myślę że to niewygodne ;) ). I torba pod krzesełkiem - bardzo pojemna - ja trzymam tam większość zabawek córy, które w miarę kaprysu wyciąga i rozrzuca po całym pokoju - czyt. bawi się. Reszta krzesełka też jest git, ale opisałam tylko te elementy 'naj'

I tak ją w owy wynalazek wsadzam, odkładam tackę - bo tacka sprawdza się przy grzecznych dzieciach, bądź przy samodzielnie jedzących - i zaczynam przedstawienie :]

Aaaa dodam jeszcze, że na śniadanie serwuję zazwyczaj kaszkę - bo łatwo to zrobić, zdrowa jest, daje rzekomo energię na start, łatwo ja podać i ogólnie jestem do tego zmuszona, bo Gabryśka nie pije mleka (ale o tym kiedy indziej). Na kolacje też jest kaszka. Na inne dania juz bardziej kombinuję, ale rano i wieczorem mi sie najzwyczajniej nie chce dwoić i troić kiedy córa daje mi jasno do zrozumienia, że chce jeść\spać\bawić się\wyjść itd ;)

Kontynuując - córa siedzi :P śliniak na miejscu, micha z amciu gotowa.

Pierwsze 3-6 łyżek idzie dobrze. Córa głodna, więc otwiera dziuba. Ale z czasem wkrada się nuda, córa zaciska dziubek i wymachuje rączką że nie chce jeść i zaczynam kombinować czym by tu zająć Gabinkę żeby mechanicznie otwierała usta. Przerabiamy zawartość mojej torebki, sprzęty taty, kosmetyki, bajeczki, zabawki etc. zazwyczaj udaje mi się wcisnąć jedną łyżkę kaszki na jeden gadżet uh.. Przy bardzo ciężkich akcjach właczam gabryśce teledysk (ma kilka ulubionych w które patrzy jak zaczarowana - o ile nie są dawkowane zbyt często). I w ten sposób męczymy się przez całą michę kaszki. Rano często jej odpuszczam jak zaciśnie dziuba na amen i nawet imadłem nie jestem w stanie go otworzyć. wieczorem z kolei duszę ją do końca, żeby mieć okazję pospać troszke dłużej w nocy bez częstych pobudek na picie...

Oczywiście na koniec spożywania posiłku, po umyciu dziubka córce czeka mnie sprzątanie góry sprzętów porozrzucanych wkoło krzesełka :D tak więc jest uroczo... :)

 

A Wy? (jeśli jakiekolwiek tu są \ będą) Jak karmicie swoje pociechy? Macie z górki? (jeśli tak, to w jaki sposób do tego doszłyście\szliście) czy może też musicie wyjść z siebie aby dziecko otwarło dziuba? ciekawa jestem czy ktoś się znajdzie aby mi odpowiedzieć ;)

 

Lecę, bo Gabrysia woła z łóżeczka - koniec drzemki..

Buziaki

czwartek, 28 lipca 2011

I stało się.

Załozyłam bloga - mam nadzieję - moje lekarstwo, moją przestrzeń, moje 5 minut, moje uspokojenie... Będę tu bluzgać i narzekać i pewnie gorszyć doskonałe matki swoim psioczeniem na dziecko i faceta, ale trudno. Gdzieś muszę. A nie mam czasu ani ochoty na chodzenie pod blok i wyżalanie się innym babom, ktore tak na prawde nie mają czasu słuchać mnie, bo mają swoje problemy i zmartwienia.

Wypadało by na początek napisać coś o sobie:

Mam 26 lat, mieszkam w dużym mieście, jestem mamą Gabrysi od 15 miesięcy.

Gabryśka właśnie śpi, więc mam chwilkę. I bardzo dobrze że śpi, bo mi juz dziś na nia nerwy puszczają... Moje dziecię juz chodzi od jakiś 4 miesięcy, więc zaczyna kombinować jak by tu wejść jeszcze wyżej a najlepiej mamie na głowę. Nie mam już sił powtarzać w kółko "nie wolno", "odejdź", "zostaw" i "proszę", bo to nie przynosi zadnego skutku. Zgodnie z zaleceniami mądrych głów staram się ograniczyć te słowa do niezbędnego minimum, ale czasem się nie da. Bo nie schowam do szafy fotela na który sie wspina aby tam stać a później z niego macać telewizor - nie umie sama zejść z fotela (tłumaczenie "schodzimy dupką" nic jeszcze nie daje) i boję się że spadnie. Dlatego muszę przy niej ciągle stać. Wogóle wchodzenie na wszelkie wyżyny jest teraz na topie ;\ chowam co sie da, ale jak córa nie ma już na co wchodzić, to wchodzi na zabawki (!) i tak samo 'pięknie' z nich spada z impetem. A później jest "mama mama", ryk, płacz, czasem krew (od przegryzienia się ząbkami) i moje wieczne tłumaczenia "mama mówiła że będzie bami bam".. uhhhhh... ;\

Niby to nie takie straszne zajęcie - patrzec sobie na dziecko i pilnować żeby sobie czegoś nie zrobiło. Ale na litość Boską ja mam milion pięćset sto dziewięćset innych rzeczy do zrobienia!

Od rzadszych - odkurzanie, przez codzienne - obiad, podłoga, ogólnie ogarnięcie burdelu które dziecko robi z kosmiczną prędkością (bo wszyscy się przecież potykają o porozrzucane zabawki), po podstawowe - choćby siku ;\

heh zaczynam krzywić dziuba już coraz częściej w tym wpisie ;) ale trudno, jadę dalej póki mała jeszcze śpi :]

I tak ją gonię cały dzień i proszę o wszystko. Mam czasem wrażenie, że moje dziecko ogłuchło, bo mówię, proszę, tłumaczę a ona zazwyczaj nawet nie podnosi wzroku. o słuchaniu moge zapomnieć.. Uczymy się robić na nocnik (już od pół roku). Było ładnie, a teraz? :\ gdy siedzimy 20 min na nocniku (bo wiem, że chce kupkę) , kibicuję lepiej niż 90% facetów naszej nieszczęsnej drużynie piłkarskiej, oglądamy wszystkie bajki (jedyny sposób aby utrzymać Gabryśkę na nocniku) i nic. Ucieka :> to ubieram, pielucha, spodenki, buty i niech biega.

I biegnie :)

Zrobić kupę w pieluchę :] no szlag by to kurdeee.

Czasem mam wrażenie, że wszyscy wkoło maja grzeczne aniołki, tylko ja mam takiego diabła w domu uhh... Który diabłem jest oczywiście tylko wg mnie, bo babcie i tatuś twierdzą zupełnie odwrotnie...

Szkoda tylko, że nie ma ich ze mną cały dzień :]

Tak, bo można powiedzieć, że wychowuję moją niunię prawie sama. "Prawie", bo Tatuś popołudniami wraca z pracy. tzn wieczorami... uh tej jego pracy też nieznoszę, bo nie wiadomo kiedy ją skończy i jak taka sierota czekam zawsze i nawet nie mogę sobie nic zaplanować :\ (dodam tu - aby zamknąć dziuba tym wszystkim którzy zaraz napiszą, ze jak chcę kase to tata musi robic - że sama na siebie zarabiam, dzielimy się wszystkimi wydatkami na pół, ja projektuję zlecenia gdy dziecko śpi. Tak, chapię na 2 zmiany można powiedzieć... :\ )

Tatuś niby pomaga, ale jakby doliczyc do tego że gra online, to trzeba zauważyć, że jak mam czekać aż on ogarnie sobie konto i dopiero wtedy przewinie małą, to wolę to sama zrobić.

Wiem, robię sobie sama krzywdę... :\

uh a moje przyjemności? Przyjemności kobiece? Kino? Koleżanka? Zakupy? Jakie zakupy?? Ewentualnie spożywka, bo obiad trzeba zrobić. Nie mam na nie czasu... Na żadne. Zupełnie żadne. NIC... ZERO przyjemności :\

Beczeć się chce :\ ale dziś już limit beczenia wykorzystałam na beczenie na zmianę z tą moja małą Gwiazdeczką hehe ;)

 

 

Beznadzieja... Miało byc krótko a zrobił się chaotyczny burdel wyżaleń.

Ale mi trochę lżej. uf... Idealne mamy, które mają wszystko zaplanowane, ułożone i ogarnięte i nie narzekają - możecie besztać :) :P

I tak nie mam sił żeby się z Wami kłócić ;)

 

Pozdrawiam

Zmęczona Saska.

Idę po kawę

1 ... 11 , 12 , 13
 
Zmęczona Mama

Wypromuj również swoją stronę Daisypath Happy Birthday tickers