RSS
środa, 16 października 2013

Pisałam wcześniej, że lubię przedszkole. Ale cały w tym ambaras, aby dwoje chciało na raz...
Od rana. Zaraz po otwarciu oczu (a czasem już wieczorem). Przedstawienie przed przedszkolem.

Gabryśka nie chce\nie lubi:

- iść do przedszkola
- leżakować (tego najbardziej), długo odpoczywać, zamykać oczu, rozkładać leżaczków
- bawić się z dziećmi
- jeść w przedszkolu
- tańczyć, śpiewać, rysować
- siedzieć, zwłaszcza obok chłopców
- rytmiki

Gabryśka lubi w przedszkolu:

- sprzątać (?!) z wyjątkiem klocków
- tęsknić i czekać na mamę
- czasem lubi angielski

Gabryśka chce:

- zostać "w domeczku\domuniu z mamcią"
- leżakować na kanapie w salonie
- iść z mamą do pracy i "w kąciku grzecznie bawić się kucykami i nie będzie przeszkadzać i wyciągać mamy na spacer"
- chorować i łykać obrzydliwe lekarstwa
- pomagać tacie w ogrodzie
- sprzątać w domu, gotować obiad, prać, bawić się, rysować, grać, oglądać bajki...
- i robić wszystko co tylko rodzice będą od niej chcieli, byleby tylko
NIE IŚĆ DO PRZEDSZKOLA.

I lament i płacz. Przeciąganie porannych czynności, rozmowy, tłumaczenia, wymyślanie, kombinacje alpejskie. Przez 1,5 miesiąca.

Poddaję się. Litości.
Chcę móc zaprowadzić ją do przedszkola osobiście, wyściskać i puścić w wir zabawy. Tymczasem jedynie mogę jej i tacie pomachać w drzwiach domu, gdyż wyjście ze mną kończy się zawsze płaczem i atakiem histerii, jakbym ją zostawiała na rzeź.


To ja może poproszę o rady*, co mam zrobić\gadać, aby młoda zechciała iść do przedszkola (albo chociaż przestała robić sceny rano).

 

* przekupstwo i rezygnacja  z przedszkola nie wchodzi w grę

11:26, zmeczonasaska
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 14 października 2013

Mąż gada:

- Chyba sobie założę konto na fejsbuku.
- Po co?
- Nic mnie nie doceniasz. Orzę jak świnia za truflami na ogrodzie, kopię, przesadzam, nawożę. A Ty czasem mi powiesz "no no, ładnie Ci idzie" i starczy. Założę sobie fejsbuka, to mnie będą chwalić.
- Ale będziesz musiał sobie najpierw nazbierać pokemony, żeby Cię komentowały...
- A to nie można sobie coś napisać w powietrze? Może ktoś się znajdzie co doceni i napisze "ho ho, dajesz radę szuszwolu!"*


Łasuch pochwalny no...

* w linku wyjaśnienie gwary poznańskiej

Tagi: Mąż
22:11, zmeczonasaska
Link Komentarze (6) »
sobota, 12 października 2013

Wzięła mnie dwudniowa wena na okna, podłogi, płytki, szafki, drzwi, kaloryfery, więc latam i sieję postrach wśród pająków.

Dziś od rana walczyłam w kuchni, bo jeść trzeba. Złote dziecko nie przeszkadzało mamusi i grzecznie bawiło się w salonie. Ok. 13 skończyłam i weszłam do pokoju:

 

salon przed 2

hohohohoho

Stąd taka cisza. Demolka najlepiej smakuje w ciszy.
Tata zdeklarował się pomóc, więc dzieć w kurtkę, czapkę, buty i do wiewiórek (bo w naszym parku jest ich pełno).

Biśka po powrocie zastała to:

2 po

4po

Nie, nie była zadowolona. Wręcz przeciwnie... Za 10 minut w kącie zabawkowym znów był jubel. I foch, że nic nie może znaleźć.

I pomyśleć, że wszem i wobec rozgłasza, że jej ulubionym zajęciem w przedszkolu jest sprzątanie.

 

Gwoli wyjaśnienia: Na zdjęciach widać uroki ciągle nie rozwiązanych mało ważnych spraw. Ten duży telewizor stoi w celu łapania kurzu i zajmowania mojej głowy pytaniami "co z nim zrobić". Nie jest podłączony, nie mamy telewizji, nie inwestujemy w chudziaka. Przynajmniej koty mają po czym łazić. A za telewizję jutubowo-bajkową robi komp na stoliku ;)

18:05, zmeczonasaska
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 30 września 2013

Biśka szykuje się do kąpieli.
Szykowanie się do kąpieli polega na wykonaniu jeszcze biliona czynności, które odwleką sen. A co za tym idzie oddalą następny dzień i wyprawę do przedszkola. No to młoda szykuje nam lody.

- Mamo, truskawkowe czy waniliowe?

- Waniliowe poproszę.

- To robię.

I nakłada wycięte kwiatki do Ikeowskich wafelków, kręci się kanapa-stół-kanapa-stół, dodaje posypki i pyk - prawie gotowy deser leży na podłodze. Biśka zerka na mnie, na panele, na mnie…

- Co się dzieje na zapleczu, zostaje na zapleczu – wymruczała, pozbierała i podała mi lody pod nos.

 

Nie wiem gdzie to usłyszała. Proszę się nie martwić, nie prowadzimy działalności związanej z gastronomią ;)

Tagi: dziecko
21:34, zmeczonasaska
Link Komentarze (9) »
środa, 25 września 2013

Wpadłam powiedzieć, że kocham przedszkole.
Bo dzieć ruszył między inne dziecie.
W lipcu została wysłana na miesiąc obycia się z placówką. Woda dość głęboka, bo grupa była mieszana – zlepek wszystkich dzieci w każdym przedszkolnym wieku, a to moje takie najmniejsze. Pierwszego dnia poszła z uśmiechniętą buzią – ot taka świnka na rzeź. Niestety szybko się skapnęła, że na rączkach tam nie noszą i cuksów nie rozdają, tylko trzeba się bawić, sprzątać i jeść na akord i mina jej zrzedła. Jakoś przeżyliśmy prawdziwy miesiąc walki z kombinatorką. Następnie w sierpniu była przerwa i od września się zaczęło od nowa.

I tak Biśka jest w maluszkach Rybkach.

Udało się jej wytłumaczyć, że teraz dzieci będą takie jak ona, że będą zajęcia, tańce, malowanie, spacery i poszła. I codziennie kombinuje co zrobić, aby nie pójść w miejsce gdzie nikt jej zacnej dupki nie rozpieszcza.

A ja jej zazdroszczę…
Niestety nie chcą mnie przyjąć, więc pozostaje mi się cieszyć, że dzieć:

- ma codziennie inne śniadanie, dwa dania na obiad i podwieczorek za śmieszne grosze, a ja nie muszę stawać na rzęsach, aby tworzyć pełnowartościowe posiłki i czekać aż waćpanna łaskawie zje,
- ma możliwość zabawy z rówieśnikami, czego ani najlepsze zabawki, ani najlepszy dorosły nie zastąpi,
- ma organizowaną zabawę, zajęcia plastyczne, taneczne, angielski na co często nie starcza mi czasu w domu,
- ma drzemkę o normalnej porze i nie zasypia w domu od 17 do 19, po to by do północy po mnie skakać.
- nauczyła się sprzątać. Niestety sprząta wszędzie tylko nie we własnym domu, ale chociaż wiem, że coś się w temacie ruszyło na plus.

A rodzice mają 5 GODZIN aby podgonić wszystko co było na wczoraj!

Także polecam.
Nie beczeć, nie rozpaczać, nie dociskać do cyca, tylko konsekwentnie pchać latorośl w wyścig szczurów, aby gogi nie rosły ;)

22:22, zmeczonasaska
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 sierpnia 2013

W łóżku. Gadam z Biśką.
Gwoli wyjaśnienia - młoda stała się totalnie 'mamowa' odkąd poszła na miesiąc do przedszkola w ramach 'zapoznania się z terenem boju'. Jakby mogła, to by pewnie wróciła do picia mleka z cyca. Teraz ma miesiąc przerwy, ale wcisk na rodzicielkę nie mija.
Negocjuję w miarę spokojne wyjście do pracy następnego dnia i możliwość popracowania po pracy.

Mama - A jutro przyjdzie pan z meblami do kuchni, przywiezie nowe szafki.
Gabrysia - A po co?
M - Bo nam dwóch brakuje. A jak będą te nowe, to wreszcie mikrofala będzie miała gdzie stać i będziesz mogła od razu robić pop-corn. Bez przenoszenia ciężkiej mikrofalówki.
G - Yhym
M - To co? Zajmiesz się tym i z tatą odbierzesz paczki?
G - No mogę.
M - I pamiętaj, żeby zapłacić panu.
G - Nie zapłacę.
M - Dlaczego?
G - Bo nie lubię wydawać pieniędzy.
M - ?
G - Bo jak wydajemy pieniądze, to mama i tata muszą je później zarobić i nie mają czasu się ze mną bawić.

No. To tak w skrócie odpowiedź na pytanie z tytułu.
Zalatana jestem.
Ja się pytam - gdzie ten cały kryzys?

(nie, nie narzekam, cieszę się, że jest praca i że nie jest w słońcu ;) )

Tagi: dziecko praca
16:21, zmeczonasaska
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 lipca 2013

Jedziemy z basenu.

Młodej kleją się oczy. Ja z Tatą prowadzę rozmowę. Właściwie Ojciec prowadzi monolog, bo ja też jestem padnięta i nie chce mi się gadać, tylko przytakuję.


Tata - I idę do apteki, proszę bandaż, a kobieta mówi że nie rozumie. Chyba na farmację wskoczyła na ostatni rok...
Gabrysia (się wtrąca) - Tato..
T - ...a resztę czasu studiowała fotografię. Jaja jakieś, mamy XXI wiek, a ona nie wie co to bandaż elastyczny, no opaska taka, tylko że grubsza...
G - Tato!
T - Słucham?
G - Możesz przestać gadać? Próbuję tu zasnąć.
T - eeeeee ok.

2 minuty. Biśka ma już zamknięte oczy.

T - I nie ma tego w aptece, to lecę do innego sklepu. Pytam babki, czy mają coś takiego i takiego, ona mi tłumaczy, że mają tylko...
G - Tato! No ile razy mam Ci powtarzać? Możesz być w końcu cicho? Nie mogę zasnąć! Proszę być cicho jak mysz pod miotłą. Ludzie tu śpią.
T - A. No ok. Rozumiem.

Nikt nie śmiał się już odezwać.

Tagi: dziecko
14:15, zmeczonasaska
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 lipca 2013

Gabrysia siedząc na kibelku: Mamo, ale mi piękny schodek kupiliście!

Ano kupiliśmy. Schodek, stopień pod sedes. Taki co to panna teraz sama korzysta z tronu. Wchodzi, ustawia sobie rusztowanie, nakłada deskę, ściąga co trzeba, gramoli się, zwleka, ogarnia, przestawia schodek pod zlew, myje rączki, wyciera. Wszystko sama! I stoję nad nią i pytam w kółko "pomóc? podać? odpiąć? założyć? odkręcić wodę?"

 

Razu pewnego poszła z Tatą do kibelka i słyszę jak się żali:

G: Tato, a mama, to cały czas chce mi pomagać. A ja nie potrzebuję żadnej pomocy!

 

I nie wiadomo, czy być dumną, czy rozpaczać, że tak szybko rośnie i nie potrzebuje matki ;)

Tagi: dziecko
08:53, zmeczonasaska
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 maja 2013

1.

Mama: Próbowałam dziś Biśce rozczesać włosy, nie dała się za nic. Może jutro się uda.
Teściowa: Nie wiem co na tak nie daje się czesać. Ania* (siostra męża) przecież zawsze dawała się czesać, a nawet czesała wszystkich innych!

2.

Teściowa: Chciałam dziś zabrać Gabrysię na odwiedziny do cioci Stasi, ale nie chciała. Nawet poza podwórko nie chce wychodzić. Chce się bawić tylko na podwórku.
Mama: Może po prostu nie ma ochoty. Zresztą Biśka nie lubi chodzić po domach. Woli bawić się u siebie.
Teściowa: Ale Ania przecież zawsze chciała wychodzić! Nic tylko stała w drzwiach i mówiła 'do kogo mam dzwonić? gdzie idziemy?' To pewnie ma po babce, ona nie chciała wychodzić.

3.

Mama: Gabryśka mnie podpatrzyła i potrafi obsługiwać myszkę od komputera.
Teściowa: Ania też ma dryg do techniki, Twój mąż to nic nigdy nie potrafił włączyć. Ania z zamkniętymi oczami wszystko obsługuje.

4.

Teściowa: Gabrysia lubi\nie lubi (tu wstaw dowolną rzecz). Pewnie ma to po (tu wstaw dowolną osobę z rodziny mojego męża).

*imię zmienione.

I tak w nieskończoność... Ciągle... Na każdy temat...
Ba, Ania jest nie lepsza. Rozpowiada wkoło, że wszystko co dobre ma po cioci.

 

Tak więc moi drodzy. Moje dziecko jest tworem wyłącznie ze strony rodziny męża. Ród doskonały. Cóż za dominacja genów! Zastanawiam się czy genetyka wie coś o możliwości dziedziczenia wspaniałych cech po siostrach ojca, ale jak to tłumaczy ciocia Ania - (cytat) "genetyka lubi płatać figle". Może działa wstecz? Zastanawiam się też, może to oni zrobili Biśkę? Donosili, urodzili? O rany Boskie! To może nie jest moje dziecko!!! Miałam nadzieję, że może chociaż złe cechy ma po kimś ode mnie? Ano nie. Złe cechy ma po ojcu. A podobna jest oczywiście do cioci Ani. I nie ma takiej mocy, która dałaby dziecku być samą sobą. Nie. Każdy krok, ruch i wybór porównany jest do rodziny męża.

Przyjrzyjcie się swoim dzieciom. Przypuszczam, że część cech, a raczej większość NA PEWNO mają po nich! Cały świat spłodzili. Wiwat! Hurra! Geny doskonałe!

 

Wrzeszczę, duszę się, krzyczę w środku...
Bo to moja mała Bisieńka... Troszkę Tata, troszkę Mama, ale głównie Indywidualistka. Ze swoim charakterem. Sama sobie. Tak jak chce...

Tagi: dziecko
22:23, zmeczonasaska
Link Komentarze (11) »
środa, 29 maja 2013

Gabryśka: Mamo, będę włóczęgą. Będę spać na ziemi i rzadko się kąpać.
Mama: :OOOOOOOO coś jeszcze?
Gabryśka: I jeździć pociągami.



Dla wyjaśnienia:
Oglądała "Marta mówi", jak Thruman miał problem z łapaniem piłki i nie chciał iść do szkoły...

Tagi: dziecko
09:51, zmeczonasaska
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Zmęczona Mama

Wypromuj również swoją stronę Daisypath Happy Birthday tickers