RSS
poniedziałek, 27 maja 2013

Mąż: Mmmmm zjadłbym sobie roladę z jagodami od Twojej mamy (takie pyszne ciasto!)
Ja: Oj nie mój drogi. Zjadłeś już swój przydział, reszta moja.
M: Jak to jak to?!
Ja: Dobra, zawalczymy o nią. Kto pierwszy w kuchni, ten je ciasto! :D

Aha, trzeba jeszcze dodać, że mąż ma od dziś nogę w gipsie.

I nie, nie podzieliłam się moim kawałkiem :) Luby się tak urządził na meczu piłki nożnej. Pff a mówiłam... Teraz obsługuję jego, dziecia i 2 koty (o słodziakach ze schroniska jeszcze coś napiszę). Ubolewam wyłącznie nad obsługiwaniem pana w gipsie.

Tagi: Mąż
21:02, zmeczonasaska
Link Komentarze (3) »
sobota, 04 maja 2013

Jesteśmy nowi na osiedlu. Niby męża ludzie znają, kręcił się tu gdy był mały, ale mnie nie zna nikt. Dom mamy odremontowany z bardzo starego domu po babci męża. Ludzie jak to na peryferiach miasta - są ciekawscy. Łażą, przyglądają się, pytają, komentują, zaczepiają, wypytują o szczegóły, finanse, zmiany w domu. Wręcz bezczelnie. Niedawno obca kobieta w urzędowym okienku zaczepiała mnie, że widziała, że już mieszkamy i mamy dom ocieplony. Jakbym o tym nie wiedziała...
Dziś miała miejsce sytuacja, która położyła mnie na kolana.

Siedzę w domu z teściową. Młoda jest chora (gorączka, chyba 3-dniówka). Mąż odkopuje ogród. Ja pracuję, a Biśka bawi się z babcią.

Słyszę, że ktoś wchodzi. Bez dzwonka, pukania, myślę, że pewnie mój z ogrodu. Podnoszę wzrok znad kompa, patrzę, a to jakaś stara baba! Pierwszy raz widzę na oczy. Wstaję zbita z tropu, myśląc, że jakaś ciotka czy ktoś i mąż ją skierował do domu. A ona pakuje mi się korytarzem do kuchni fotografując każdy kąt wzrokiem. Lecę do niej!

Baba: Przydało by się, żebym ściągnęła buty nie?

Ja: Ale przepraszam, kim pani jest?

Teściowa wyłania się z pokoju

Teściowa: Pani W, a co pani tu robi?? (usłyszałam nazwisko i skapnęłam się, że słyszałam o tej wścibskiej plotkarze, która mieszka za płotem)

Baba: A weszłam sobie.

I ryje się do domu dalej gapiąc się na każdą ścianę!

Ja: Proszę pani, ale to nie wypada tak wchodzić ludziom do domu. Proszę wyjść.

Baba: Jak to jak to! Przecież ja tu znam ten dom 150 lat, zawsze tu wchodziłam.

I grzeje dalej.

Teściowa: Pani W, ale oni sobie nie życzą...

Ja: Proszę natychmiast wyjść. Nie znam pani! Mam chore dziecko. Nie wchodzi się ludziom bez zaproszenia do domu!

Baba: Ale jak to jak to! Co to ma być?? Przecież ja tu zawsze błam i... (zamknęłam za nią drzwi)

Wyszła. OBURZONA!

 

To ja się pytam co to ma być?! Opowiedziałam mężowi o zajściu, czekając na jakieś wyjaśnienie, że może ją faktycznie skierował do domu po coś. Nie. Nie widział jej. Babsztyl wszedł sobie sam, bo żre ją od środka ciekawość jak wygląda gruntowny remont domu od środka.

Byłam w ciężkim szoku.

Tagi: ludzie
16:47, zmeczonasaska
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rano. Budzimy się. Przeciągamy. Zerkam za zegarek, który oświeca mnie, że zaspałam i mam pół godziny na ogarnięcie się przed pracą (przy porannym zaspanym ojcu i fikającym dzieciu, to mało).

 

Mama - Gabryśka, ja wstaję, bo idę dziś do pracy.

Gabrysia - Mamo, nie możesz dziś iść do pracy. Musisz układać ze mną puzzle z myszką Minie i kaczą Daisy.

M - Biśka, przecież tata z Tobą zostanie i on poukłada.

G - Tata nie może, nie ma czasu.

M - Taaa, a to niby dlaczego?

G - Przecież tata ma do pozmywania naczynia w zlewie.

 

To ja rozumiem - mama nie może się przemęczać!
Na to zdanie ojciec dużo szybciej wybudził się z niedźwiedziego snu ;)

Tagi: dziecko
18:48, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »
piątek, 19 kwietnia 2013

Biśka bawi się kucykami. Przypomniało mi się coś ważnego, no to lecę do niej.



Mama: Biśka, a Ty masz dziś urodziny!

Gabrysia: Naprawdę? Ojej, nie wiedziałam!! :D

M: No to sto lat sto lat! (tańczymy, mama śpiewa, podskoki, piski, piruety, sto lat sto lat HEJ!)  A wiesz ile masz dziś lat? (odkładam dziecia na ziemię).

G: Nie wiem. Ale Mamusiu, tak właściwie to mi przeszkadzasz...

 

I poszła. Świętować z kucykami skończone 3 lata :)

Tagi: dziecko
21:56, zmeczonasaska
Link Komentarze (7) »
niedziela, 14 kwietnia 2013

Rano. Śpię. Biśka się budzi i mnie szturcha. Słyszę jej gadkę:

Gabrysia: Mama, podnieś dupę!

Mama: Cooo? (uchylam jedno oko, bo nie dowierzam, że młoda tak się wyraża już z rana)

G: Mama, podnieś dupę!

M (otwieram oczy): A może tak z kulturą? Dzień dobry? Mamusiu, wstań proszę?

G: Mama, ale podnieś dupę, bo mi kocyk przycisłaś!

 

Subtelna... Po mamie ;)

Tagi: dziecko
23:27, zmeczonasaska
Link Komentarze (6) »
środa, 03 kwietnia 2013

Stoi mąż i gapi się w okno. I zaczyna:

- Zima. Mam już dość tej zimy. Moje auto tym bardziej. Ostatnio spalił mi się silniczek od wycieraczek przez śnieg. I tarcze mam wywalone. I skrzynia biegów dostała po dupie od wyjeżdżania z zasp na letnich oponach. I patrzę i nie wierzę. Mamy kwiecień, słońce świeci, z dachów kapie, leje się strugami, a ten śnieg wcale nie znika!! A wiesz co jest najgorsze? Że nic na to nie mogę poradzić. NIC! Ewentualnie mogę wystawić siusiaka (tu zmieniłam, aby było kulturalnie) za okno i ewentualnie wylać się na ten śnieg! A i wtedy pewnie dostanę zapalenia pęcherza! NIC nie można zrobić. Mogę tylko... mogę tylko... tylko ... POLUBIĆ tą zimę. Jak nasz sąsiad, który co godzinę lata z szuflą, odgarnia, strąca śnieg z krzaków, odśnieża nawet ulicę. Pewnie całe lato polerował te swoje szufle do śniegu. Phi, polubić...

Tagi: zima
10:26, zmeczonasaska
Link Komentarze (10) »
czwartek, 28 marca 2013

U nas jest taki zwyczaj, że dzieciom na Wielkanoc daje się zajączka. O proszę tu klik.

My rodzice mieliśmy w planie dać drobne słodycze, ale dziadek Biśki się wyłamał i powiedział, że chce dać coś większego. Dlatego wymyśliłam, że warto dać małej grę (nie na komputer oczywiście, tylko taką na stół). Bo kolejne zabawki są zbędne. Dlatego podczas dzisiejszych "świątecznych" zakupów znalazłam ciekawą grę i wpakowałam do koszyka. Z zakupami wnieśliśmy ją do domu, a Ojciec miał ją wieczorem zawieźć do dziadków, aby u nich Biśka dostała ją "od Zajączka". Niby proste. Po kąpieli małej Ojciec zwinął grę i pojechał z nią do swoich rodziców.

Aż tu nagle po godzinie Biśka przypomniała sobie, że jej trzecie oko zarejestrowało ciekawe pudełko, trzecie ucho usłyszało magiczne słowo "GRA" i zawołała, że ona chce. Teraz. Grać. W tą grę, która stoi w wiatrołapie.

Mama: Eeeeeee?

Gabrysia: No stoi tam, przy wejściu, zagrajmy!

M: Ale, ale późno, idziemy spać.

G:Mamusiu, proszee... (i zaczyna wylewać grochy)

M (dobrze wiedziałam, że gry nie ma): No to idziemy szukać.

Poszłyśmy. Rozglądamy się. No nie ma.

M: Widzisz, nie ma. O kurczę! Ja wiem co się stało. Przyszedł zajączek wielkanocny i ją capnął. Pewnie chce, żebyśmy uszykowały dla niego koszyk i marchewkę i wtedy przyniesie nam rano grę!

Biśka w ryk. Taki rzewny. Aż serce się kroi.

M: Dobra, dzwonię do zająca. Czekaj.

I dzwonię do Ojca. Szybki plan. Że my uszykujemy koszyk, ustroimy, zostawimy marchewkę, a on ma włożyć grę do koszyka, a marchewkę odłożyć do lodówki. Dobra. Klepnięte. Najwyżej się dziadki obrażą. Jutro się okaże ;)

Udało mi się uspokoić panienkę, zmontowałyśmy koszyk i podarek dla kicka, magiczna historia zadziałała, dzieć zacieszony. Biśka natychmiast chciała lecieć spać, aby było już jutro. Musiałam jednak zebrać rzeczy, lekko ogarnąć salon. Dzieć czeka. I nagle jej się przypomniało...

Gabrysia: Mamo... Ale nie możemy kickowi oddać mojej marchewki...

Mama: Dlaczego? Ale gra, przekąska?

G: Mamo, ale ja przecież też lubię marchewki...

I masz... ;)

 

Zakończenie historii dziś - udowodniłam dzieciowi, że mam dla niej zapas marchewek i wystarczy i dla niej i dla zająca ;) ciekawe czy rano będzie pamiętać...

Jak już tematycznie, to zdrowych, wesołych a mimo to spokojnych Świąt życzę :*

23:29, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 marca 2013

Żyję jakby co. Tylko że nie mam czasu. I nie miałam dostępu do sieci.

Po 3 tygodniach walki z Orendż mamy internet. Juhu!

Od miesiąca mieszkamy we własnym pięknym domu (bity tydzień sprzątaliśmy dom po remoncie) uf!

Poza swoimi projektami od 2 tygodni współpracuję z panią architekt z miasta gdzie mieszkam i ledwo widać mi nos zza roboty. Nie nie - nie narzekam, lubię swój zawód, praca jest i jest fajna a zlecenia różne. Ba, np. projektuję dom dla siatkarki z kadry Polski i mam nadzieję, że za jakiś czas będzie do obejrzenia w MTV Cribs ;)

Tylko że chciałam dodać, jak w tytule bloga, że jestem zmęczooooona.

Natłokiem papierów, lataniem, bieganiem, spóźnianiem moim i innych. Tu sprawy urzędowe, tu praca, tu zapisy do przedszkola i przemeldowanie dziecia (co to za głupi pomysł, żeby w marcu zapisywać dziecko na wrzesień?!), tu trzeba sprzątać, tu załatwić telewizję, tu... No padam na dziub. Ogłaszam wszem i wobec, że doba jest za krótka i ciągle brakuje mi 12-24 h.

 

Ku pokrzepieniu serc(a mego) dialog na rozluźnienie:

Biśka: Tato, masz tu kaczki, baw się, gadaj!

Tata (po walce z kotłownią, bierze kaczkę i gada): Słuchajcie mnie inne kaczki. Odkurzałem dziś, zmywałem, układałem węgiel, darłem kartony, ogarniałem plastiki i jest jedna sprawa.

B: Jaka kaczko jaka?

T: Zrobiłem to wszystko i jednego czego mi teraz trzeba... Słuchajcie kaczki uważnie! Jednego czego mi trzeba to ŚWIĘ - TE - GO?

B: MI - KO - ŁA - JA !! to ja przyniosę!

 

No. To Merry Christmas na tą cudną wiosnę ;)

Tagi: dziecko matka
15:03, zmeczonasaska
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 stycznia 2013

Zabieranie zabawek kuzynowi jakoś nie ustawało. Podobnie jak moje tłumaczenia.

W międzyczasie na okrągło próbowałam dowiedzieć się z jakiego powodu Biśka zabiera Kubie zabawki. Mała nauczyła mnie zadawać bardzo ważne pytanie "dlaczego?". Łaziłam za nią i do wyrzygania pytałam się "dlaczego, dlaczego, dlaczego zabierasz Kubie zabawki, kiedy on zaczyna się nimi bawić?" I stało się. W końcu pękła i się wysypała.

- Mamo, bo on je ślini i później są mokre!

Masz Ci los. Prosty powód.

Ruszenie pamięcią i późniejsze wnikliwe obserwacje wykazały, że faktycznie - Biśka zabiera kuzynowi zabawki tylko pluszowe. Na plastiki nie reaguje.

- Mamo, bo gryzaki i plastikowe można myć. A misie są mokre bardzo długo.

Z ciotką staramy się tolerować tą zasadę. Ja nie lubię dotykać oślinionych (nie przeze mnie ;) ) rzeczy, więc dziecko też ma prawo mieć taką niechęć. Gdy kuzyn trzyma w rękach maskotkę Biśki, pilnujemy aby jej nie brał do dziuba. A gdy ma chrapkę na swojego pluszaka, po prostu odwracam uwagę małej, aby nie narobiła rabanu. Bo przecież nie zabronię chłopakowi smakować swoje gajgi. Biśka się trochę uspokoiła. Teraz gdy ma ochotę podzielić się zabawką (tak! ona czasem chce dać coś swojego - niebywałe!), zawsze pyta mnie czy dana rzecz jest plastikowa albo czy można ją później umyć.

Grunt, to rozmawiać z dzieciem.

Tagi: dziecko
23:05, zmeczonasaska
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 stycznia 2013

Juszę się. Wiecie, te dni u kobiety. Te zachlastane.

Latam do kibelka na akord. Za mną biega Biśka. Ktoś kiedyś napisał, że Bobovita nie kłamie pisząc wszędzie "Zawsze z Tobą mamo".

Wbijam się w moje okresowe gacie. Młoda kręci się, grzebie w szafkach, rozciąga papier toaletowy po całej łazience, moczy go gąbką. Jednym słowem jest bardzo pomocna. Ze wszystkich sił stara się, abym nie miała spokoju przy ogarnięciu się. Nie chce mi się z nią użerać. Nagle zamiera i mi się przygląda.

Biśka: Mamo masz ałke!

M: Taa... Skaleczyłam się...

B: Ale co to za ałka?

M: Kobiety tak mają, wstrętna sprawa (no optymizm to ze mnie nie bije)

B: Ale mamusiu! Nie przejmuj się. Masz słodziutkie gacie!

M: Te? Wielkie?

B: Przepiękne! W gwiazdki! Wyglądasz ślicznie!

 

No dobra. Chociaż tyle ;)

Tagi: dziecko
12:53, zmeczonasaska
Link Komentarze (12) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Zmęczona Mama

Wypromuj również swoją stronę Daisypath Happy Birthday tickers